Caroline's POV
- Gdzie Damon?
Przecierając swoje zaspane oczy spojrzałam na osobę, która stała nade mną. Stefan. Przekręciłam głowę w lewą stronę gdzie znajdował się zegarek. Wskazywał godzinę 7 rano.
- Co? - zapytałam przeciągając się
- Gdzie jest Damon?!
- Jaki Dam.... Aaaaa! Damon. On. Wyjechał. - odpowiedziałam bez składu
Wstałam z łóżka i chwilę zajęło mi zanim przypomniałam sobie jaki dziś dzień tygodnia. Poniedziałek. Westchnęłam niezadowolona. Udałam się do łazienki, a Stefan stał nic nie mówiąc, najwidoczniej czymś zamyślony.
Kiedy chciałam już zamknąć drzwi usłyszałam jego głos.
- Co? Czekaj.. jak to wyjechał?
- Na śniadanie chce jajecznice. - uśmiechnęłam się do niego słodko i zatrzasnęłam drzwi.
Stefan's POV
Zostaw ich na kilka dni samych, a po powrocie będziesz się czuł jakby ominął cię przynajmniej rok życia. Na kilka dni oddaliłem się od nich o 450 mil, a oni skaczą sobie do gardeł. Nie wiem dlaczego czuję się odpowiedzialny za tę gromadę dzieci. Do Damona nie mogłem się dodzwonić, a Caroline ledwo kontaktowała przez to, że tak wcześnie ją obudziłem. A najlepsze jest to, że żaden z pozostałych chłopaków nie zauważył zniknięcia Damona. Gdzie ja żyje...
- Gdzie jest Damon? - zapytałem po raz kolejny kiedy usiadła naprzeciwko mnie w kuchni.
Podsunęła sobie talerz z przygotowaną przeze mnie jajecznicą i zaczęła jeść.Caroline's POV
- Gdzie Damon? - usłyszałam znowu
Co on tak się za nim stęsknił? Wróciłam wspomnieniami do naszej ostatniej rozmowy sprzed kilku dni.
- Wygrałaś.
Uniosłam wzrok ponad czytaną przeze mnie książkę. Damon stał kilka metrów ode mnie jak zwykle ubrany na czarno. Ale tym razem coś wyróżniało go z tego codziennego stroju. Torba podróżna leżąca u jego stóp.
- Wynosisz się? - zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście, że nie. Jakbym mógł ci to zrobić.
Przewróciłam oczami.
- Więc dokąd się wybierasz? Wiesz, muszę wiedzieć jakie miejsca mam omijać szeroki łukiem.
Zaśmiał się z mojej odpowiedzi.
- Do Londynu. - odpowiedział
- Pochmurny Londyn... Niezbyt atrakcyjnie miejsce na... wakacje.
- Przynajmniej wystarczająco dalekie od ciebie.
- Uroczy jesteś. Co tam będziesz robił? Zagadywał wiewiórki?
- Jeśli wiewiórki okażą się seksownymi brunetkami...
- Jasne...
- Przekaż Stefanowi, że wyjechałem spotkać się z przyjaciółmi.
- Dla ciebie wszystko, skarbie. Nie śpiesz się z powrotem.
- Z tego co pamiętam to w Londynie. - odpowiedziałam patrząc na jego reakcję.
- Jak to w Londynie?!
- Kazał przekazać, że chcę spotkać się z przyjaciółmi.
- Kiedy wyleciał?
- Yyy... Kilka dni temu.
- Nie pogrywaj ze mną.
- Matko... nie wiem! - powiedziałam wymijająco
- Caroline! - podniósł głos.
- Kilka godzin po twoim wyjeździe, okej?!
Spojrzał na mnie, a ja wróciłam do jedzenia nie chcąc dalej dążyć tej kłótni. Kątem oka zauważyłam jak wyciąga swój telefon z kieszeni spodni i czegoś szuka. Po chwili przyłożył aparat do ucha.
- Aaaa i nie dzwońcie do mnie. Chcę odpocząć. Tylko ja i Londyn.
- Wyłączył telefon. Nie dodzwonisz się do niego.
- Istny cyrk. - skwitował wychodząc
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do przerwanego zajęcia.
Szkolny korytarz. Znów wróciłam do tej szarej części życia każdego nastolatka. Nagle zaczynało mi brakować Francji. Pierwszy dzień w szkole po tak długiej nie obecności, a ja znów jestem spóźniona.
Wpisując kod do dawno nie używanej szafki spojrzałam w lewo gdzie zauważyłam kilka pierwszoklasistów z równoległej klasy. Wyciągnęłam podręcznik historii i zatrzasnęłam metalowe drzwiczki. Skierowałam się w stronę sali gdzie za kilka chwil miałam zauważyć pulchną kobietę. Zawsze była miła i uśmiechnięta. Lubiłam ją. Być może była moim ulubionym nauczycielem w tej szkole.
Dochodząc do drzwi zerknęłam przez małe okienko do wnętrza klasy i na pewno jej tam nie było. Cudownie... Wyglądało na to, że mam nowego nauczyciela historii ... Żyć nie umierać.
Gdy nauczyciel stał do mnie tyłem weszłam po cichu do klasy i oparłam się o framugę drzwi.
- Pod koniec wojny w Mystic Falls rozegrała się ważna bitwa. Ile pochłonęła ofiar? Panno Bennet?
- Um… Dużo. Nie wiem, raczej sporo.
- Ładna, ale
głupia.
- Pannie
Donovan, zechce pan zburzyć stereotyp bezmózgiego sportowca?
- Mnie tam
nie przeszkadza.- powiedział mój przyjaciel wymigując się od odpowiedzi.
- Harry
zechcesz nas oświecić w kwestii tak ważnego wydarzenia?
- Żałuje,
ale nie wiem.
- Jesteś
tutaj nowy. Mam nadzieję, że nadrobisz zaległości jeśli chcesz tutaj zostać na
dłużej…
- Śmierć
poniosło 346 żołnierzy plus miejscowi cywile. – odezwałam się
Nauczyciel gwałtownie odwrócił się w moją stronę i zastał mnie opartą o framugę drzwi. Zlustrował mnie wzrokiem.
- Tak jest.
Panno…
- Salvatore
– przerwałam mu
- Salvatore
– powtórzył – Spokrewniona z rodziną założycieli?
- Odległe. - odpowiedziałam po chwili ciszy nie ruszając się z miejsca
-
Znakomicie, ale w bitwie nie zginęli cywile. - zwrócił się do pozostałych.
- 27 – nie
dawałam za wygraną
Jeśli ten
facet myślał, że uda mu się ośmieszyć moich przyjaciół to był w wielkim
błędzie.
- Żołnierze
konfederaccy podpalili kościół przeświadczeni, że jest w nim arsenał . Mylili
się. To była rzeź. W archiwach miejskich można się zapoznać z faktami. Pannie.. - kontynuowałam
- Tanner.
- Pannie
Tanner. - powtórzyłam
- Spóźniłam się na moją lekcję. - zmienił temat - Niestety nie możesz już wejść do klasy. Moi uczniowie wchodzą do klasy równo z dzwonkiem. Do zobaczenia na kolejnej lekcji.
Dupek. Czy on właśnie wyprosił mnie ze swojej klasy, dlatego że spóźniłam się kilka minut. Dojrzałe.
Zerknęłam ostatni raz na uczniów i zauważyłam, że nie ma Eleny - mojej najlepszej przyjaciółki i Stefana.
Wyszłam z klasy i skierowałam się w stronę wyjścia. Skręcając w prawo udałam się na boisko, gdzie prawdopodobnie mogłam zastać moich przyjaciół.
- Spóźniłam się na moją lekcję. - zmienił temat - Niestety nie możesz już wejść do klasy. Moi uczniowie wchodzą do klasy równo z dzwonkiem. Do zobaczenia na kolejnej lekcji.
Dupek. Czy on właśnie wyprosił mnie ze swojej klasy, dlatego że spóźniłam się kilka minut. Dojrzałe.
Zerknęłam ostatni raz na uczniów i zauważyłam, że nie ma Eleny - mojej najlepszej przyjaciółki i Stefana.
Wyszłam z klasy i skierowałam się w stronę wyjścia. Skręcając w prawo udałam się na boisko, gdzie prawdopodobnie mogłam zastać moich przyjaciół.
