sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 8. ♥

Caroline's POV

- Moi uczniowie wchodzą do klasy równo z dzwonkiem. - powtórzyłam słowa nauczyciela na głos.
Idąc szeroką ścieżką kopnęłam napotkany kamień. Nienawidzę nauczycieli. Teraz ma zamiar dawać popalić mi przy każdej możliwej okazji za to, że wiedziałam więcej od niego? Nie mam zamiaru grac przed nim aniołka i mu się podlizywać.
- Caroline! - usłyszałam
Odwróciłam się w stronę skąd dochodził głos i zobaczyłam biegnącą Elenę w moją stronę. Zaśmiałam się i przytuliłam ją gdy się zbliżyła.
- Cześć. - odpowiedziałam
- 'Cześć.'? Nie stać cię na nic bardziej oryginalnego w takiej chwili. Tęskniłam za tobą. - powiedziała
Fakt... nie widziałam się z nią ponad dwa tygodnie. Nie licząc naszych długich rozmów.
- Nie powinnaś mieć teraz historii? - zapytała mnie po chwili
- Powinnam i mam.
- Dlaczego nie jesteś w klasie?
- Nauczyciel mnie z niej wywalił. - uśmiechnęłam się
Spojrzałam ponad jej ramię i spojrzałam na grupkę chłopaków. Szkolna drużyna sportowa, a wśród nich Stefan. Pomachałam mu, a on odwzajemnił gest. Ruszyłam w stronę trybun zapominając o stojącej obok przyjaciółce.
- Jak to cie wywalił?! - krzyknęła ruszając za mną.
Opowiedziałam jej w wielkim skrócie co wydarzyło się jeszcze kilka minut temu. Ona pokiwała tylko przecząco głową.
- Poważnie Caroline, musisz przestać pakować się w kłopoty.
- Wiem, wiem.
- Co powiesz na ognisko powitalne? - zapytała gdy zajęła miejsce obok mnie
- Jakie znowu ognisko powitalne? Na cześć tego dupka Tannera?
- Nie dla Tannera. Dla ciebie.
- Chyba zwariowałaś. Nie było mnie tylko dwa tygodnie.
- Proszę cię...
- Nie, Elena.
- Caroline. - powiedziała twardo, patrząc w moje niebieskie oczy
- Tylko nasza ekipa, w piątek, u mnie. Koniec.
- Ale....
- Nie!


***



Dzwonek oznajmujący koniec zajęć lekcyjnych jest zdecydowanie moim ulubionym. Wrzuciłam książki do swojej szafki i zatrzasnęłam ją.
- Hej skarbie.
Boże, litości.... Jeszcze tylko jego tutaj brakowało.
- Czego chcesz, Mark? - powiedziałam oschle nawet na niego nie patrząc.
- O co ci chodzi?
Poważnie? Podczas naszej ostatniej rozmowy nie wypowiedziałam się zbyt jasno?
- Wiesz... - zaczęłam - Jak ostatnio sprawdzałam zdradziłeś mnie z jakąś trzecioklasistką.
- To już przeszłość.
- Tak, to już przeszłość.
Chciałam odejść, ale on brutalnie pociągnął mnie za nadgarstek i przycisnął do szafki. Jęknęłam
- Nie skończyłem.
- Ale ja tak. - rzuciłam w jego stronę próbując się wyswobodzić z jego uścisku.
- Jakiś problem? - powiedziałam znajomy głos zza pleców mojego oprawcy.
- Rozmawiamy, nie widać? Idź stąd dzieciaku.
Mulat złapał chłopaka za koszulkę i odciągnął ode mnie. Owijając sobie jego białą koszulkę w pięści przycisnął go do zimnej ściany po przeciwnej stronie.
- Najwidoczniej koleżanka nie ma ochoty na rozmowę z tobą.Odejdź. - powiedział wściekły Zayn.
- Panowie spokojnie! - krzyknął ktoś idąc w naszą stronę.
Tanner...znowu. Odsunął Zayna od Marka i zwrócił się do nich
- Pomóc wam w czymś?
- Nie - syknął Mark i odwracając się, szybko wyszedł ze szkoły.
- Panno Salvatore... - zwrócił się do mnie
- Dziękuję za interwencje, ale poradzilibyśmy sobie sami.
- Istotnie.
Odpowiedział na mój komentarz i wrócił do swojej klasy, skąd przed chwilą wyszedł. Odprowadziłam go wzrokiem, a kiedy odwrócił się i spojrzał na mnie zmrużyłam oczy.
- Jedziemy do domu? - zapytał mulat podchodząc do mnie.
- Następnym razem daruj sobie te interwencje. W szeryfa zachciało się ci się bawić? - naskoczyłam na niego
- Chciałem po prostu pomóc. To normalna reakcja.
- To Mystic Falls, Malik. Tu nic nie jest normalne.





Treningi, które odbywały się regularnie po lekcjach z czasem mnie znudziły, ale nie do tego stopnia by na nie nie chodzić. Dostrzegając Stefana biegnącego z Eleną po torze czym prędzej ich dogoniłam.
- Musimy przyjrzeć się nowemu nauczycielowi historii, koleś ewidentnie jest dziwny.
Spojrzeli na mnie jakby zobaczyli ducha.
- Przerwałam wam co? - zapytałam
- Nie - odpowiedziała Elena
- Po co? Koleś jest czysty. - powiedział chłopak nawiązując do mojego poprzedniego pytania.
- To dlaczego tak dziwnie zareagował na moje nazwisko, dziś w klasie?
- Może dlatego, że mój ojciec jest współzałożycielem tego miasta? - zapytał głupio
- To wytłumacz mi dlaczego interesuje się założycielami, ale historią miasta już nie! - powiedziałam o wiele za głośno zatrzymując go w miejscu.
- Nie wie o nas, jeśli o to ci chodzi.
- Tego nie jesteś w stanie stwierdzić w stu procentach.
- Nie jestem, ale..
- Nie każ dzwonić mi do Damona i prosić go o pomoc, dopiero co wyjechał.
- Posłuchaj mam inne zmartwienia na głowie niż ten głupi nauczyciel!
- O co ci chodzi w tym momencie?!
- Porozmawiamy o tym w domu, w cztery oczy! Myślę, że mamy kilka rzeczy sobie do wyjaśnienia!
Kiedy odszedł od  nas zostawiając kompletnie zdezorientowane nie wiedziałam co miał na myśli.
- Pokłóciłaś się z nim? - zapytałam Eleny
- Nie - powiedziała szybko.
Obejrzałam się podejrzliwie za Stefanem i głośno westchnęłam po czym wróciłam do przerwanego treningu.

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 7. ♥


Caroline's POV

- Gdzie Damon?
Przecierając swoje zaspane oczy spojrzałam na osobę, która stała nade mną. Stefan. Przekręciłam głowę w lewą stronę gdzie znajdował się zegarek. Wskazywał godzinę 7 rano.
- Co? - zapytałam przeciągając się
- Gdzie jest Damon?!
- Jaki Dam.... Aaaaa! Damon. On. Wyjechał. - odpowiedziałam bez składu
Wstałam z łóżka i chwilę zajęło mi zanim przypomniałam sobie jaki dziś dzień tygodnia. Poniedziałek. Westchnęłam niezadowolona. Udałam się do łazienki, a Stefan stał nic nie mówiąc, najwidoczniej czymś zamyślony.
Kiedy chciałam już zamknąć drzwi usłyszałam jego głos.
- Co? Czekaj.. jak to wyjechał?
- Na śniadanie chce jajecznice. - uśmiechnęłam się do niego słodko i zatrzasnęłam drzwi.


Stefan's POV

Zostaw ich na kilka dni samych, a po powrocie będziesz się czuł jakby ominął cię przynajmniej rok życia. Na kilka dni oddaliłem się od nich o 450 mil, a oni skaczą sobie do gardeł. Nie wiem dlaczego czuję się odpowiedzialny za tę gromadę dzieci. Do Damona nie mogłem się dodzwonić, a Caroline ledwo kontaktowała przez to, że tak wcześnie ją obudziłem. A najlepsze jest to, że żaden z pozostałych chłopaków nie zauważył zniknięcia Damona. Gdzie ja żyje...
- Gdzie jest Damon? - zapytałem po raz kolejny kiedy usiadła naprzeciwko mnie w kuchni.
Podsunęła sobie talerz z przygotowaną przeze mnie jajecznicą i zaczęła jeść.


Caroline's POV

- Gdzie Damon? - usłyszałam znowu
Co on tak się za nim stęsknił? Wróciłam wspomnieniami do naszej ostatniej rozmowy sprzed kilku dni.

- Wygrałaś. 
Uniosłam wzrok ponad czytaną przeze mnie książkę. Damon stał kilka metrów ode mnie jak zwykle ubrany na czarno. Ale tym razem coś wyróżniało go z tego codziennego stroju. Torba podróżna leżąca u jego stóp.
- Wynosisz się? - zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście, że nie. Jakbym mógł ci to zrobić.
Przewróciłam oczami. 

- Więc dokąd się wybierasz? Wiesz, muszę wiedzieć jakie miejsca mam omijać szeroki łukiem. 
Zaśmiał się z mojej odpowiedzi. 
- Do Londynu. - odpowiedział 
- Pochmurny Londyn... Niezbyt atrakcyjnie miejsce na... wakacje. 
- Przynajmniej wystarczająco dalekie od ciebie. 
- Uroczy jesteś. Co tam będziesz robił? Zagadywał wiewiórki?
- Jeśli wiewiórki okażą się seksownymi brunetkami...
- Jasne... 
- Przekaż Stefanowi, że wyjechałem spotkać się z przyjaciółmi. 
- Dla ciebie wszystko, skarbie. Nie śpiesz się z powrotem. 

- Z tego co pamiętam to w Londynie. - odpowiedziałam patrząc na jego reakcję.
- Jak to w Londynie?!
- Kazał przekazać, że chcę spotkać się z przyjaciółmi.
- Kiedy wyleciał?
- Yyy... Kilka dni temu.
- Nie pogrywaj ze mną.
- Matko... nie wiem!  - powiedziałam wymijająco
- Caroline! - podniósł głos.
- Kilka godzin po twoim wyjeździe, okej?!
Spojrzał na mnie, a ja wróciłam do jedzenia nie chcąc dalej dążyć tej kłótni. Kątem oka zauważyłam jak wyciąga swój telefon z kieszeni spodni i czegoś szuka. Po chwili przyłożył aparat do ucha.

- Aaaa i nie dzwońcie do mnie. Chcę odpocząć. Tylko ja i Londyn. 

- Wyłączył telefon. Nie dodzwonisz się do niego.
- Istny cyrk. - skwitował wychodząc
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do przerwanego zajęcia.


Szkolny korytarz. Znów wróciłam do tej szarej części życia każdego nastolatka. Nagle zaczynało mi brakować Francji. Pierwszy dzień w szkole po tak długiej nie obecności, a ja znów jestem spóźniona. Obiecuję się poprawić. 
Wpisując kod do dawno nie używanej szafki spojrzałam w lewo gdzie zauważyłam kilka pierwszoklasistów z równoległej klasy. Wyciągnęłam podręcznik historii i zatrzasnęłam metalowe drzwiczki. Skierowałam się w stronę sali gdzie za kilka chwil miałam zauważyć pulchną kobietę. Zawsze była miła i uśmiechnięta. Lubiłam ją. Być może była moim ulubionym nauczycielem w tej szkole.
Dochodząc do drzwi zerknęłam przez małe okienko do wnętrza klasy i na pewno jej tam nie było. Cudownie... Wyglądało na to, że mam nowego nauczyciela historii ... Żyć nie umierać.
Gdy nauczyciel stał do mnie tyłem weszłam po cichu do klasy i oparłam się o framugę drzwi.
 - Pod koniec wojny w Mystic Falls rozegrała się ważna bitwa. Ile pochłonęła ofiar? Panno Bennet?
- Um… Dużo. Nie wiem, raczej sporo.
- Ładna, ale głupia.
- Pannie Donovan, zechce pan zburzyć stereotyp bezmózgiego sportowca?
- Mnie tam nie przeszkadza.- powiedział mój przyjaciel wymigując się od odpowiedzi. 
- Harry zechcesz nas oświecić w kwestii tak ważnego wydarzenia?
- Żałuje, ale nie wiem.
- Jesteś tutaj nowy. Mam nadzieję, że nadrobisz zaległości jeśli chcesz tutaj zostać na dłużej…
- Śmierć poniosło 346 żołnierzy plus miejscowi cywile. – odezwałam się
Nauczyciel gwałtownie odwrócił się w moją stronę i zastał mnie opartą o framugę drzwi.  Zlustrował mnie wzrokiem.
- Tak jest. Panno…
- Salvatore – przerwałam mu
- Salvatore – powtórzył – Spokrewniona z rodziną założycieli?
- Odległe. - odpowiedziałam po chwili ciszy nie ruszając się z miejsca
- Znakomicie, ale w bitwie nie zginęli cywile. - zwrócił się do pozostałych. 
- 27 – nie dawałam za wygraną
Jeśli ten facet myślał, że uda mu się ośmieszyć moich przyjaciół to był w wielkim błędzie.
- Żołnierze konfederaccy podpalili kościół przeświadczeni, że jest w nim arsenał . Mylili się. To była rzeź. W archiwach miejskich można się zapoznać z faktami. Pannie.. - kontynuowałam 
- Tanner.
- Pannie Tanner. - powtórzyłam
- Spóźniłam się na moją lekcję. - zmienił temat - Niestety nie możesz już wejść do klasy. Moi uczniowie wchodzą do klasy równo z dzwonkiem. Do zobaczenia na kolejnej lekcji.
Dupek. Czy on właśnie wyprosił mnie ze swojej klasy, dlatego że spóźniłam się kilka minut. Dojrzałe.
Zerknęłam ostatni raz na uczniów i zauważyłam, że nie ma Eleny - mojej najlepszej przyjaciółki i Stefana.
Wyszłam z klasy i skierowałam się w stronę wyjścia. Skręcając w prawo udałam się na boisko, gdzie prawdopodobnie mogłam zastać moich przyjaciół.

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 6. ♥



Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie… kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie… odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia. A przecież podobno nawet najlepszy plan może się nie udać… Nawet po dokładnych przygotowaniach każdy plan ma słaby punkt i zawsze znajdzie się ktoś kto zechce go wykorzystać. Zniszczyć plan i jego wykonawcę… Ja chciałam się po prostu odizolować od przeszłości. Lecz to nie jest łatwe w miejscu gdzie każdy sentyment powierzchni twojego miasta ci o tym przypomina.  W każdej przyjaźni następuję czas tchórzostwa i egoizmu… Pamiętasz? Egoizm jest trucizną przyjaźni…
Zawsze następuje chwila zwątpienia. Jej moc zależy od tego czy każdą sprzeczność losu uda nam się zwalczyć…
Ale co gdy przeszkoda staje się zbyt duża do pokonania, a wiedza zbyt mała do jej zrozumienia? Równanie jest proste… A finał nie zawsze oczekiwany…
Patrzyłam jak niewypowiedziane słowa niszczyły moją przyjaźń. Pozwalałam by rozpadała się od środka. W pewnym sensie to rodzaj egoizmu. Każdy człowiek rodzi się w wyniku zmowy i każdy człowiek umiera w wyniku zmowy. Odchodzimy z tego świata jako wynik porozumienia. Czasem opartego na miłości, a czasem będącego zbiegiem okoliczności, ale to porozumienia prawie zawsze zostaje oparte w tajemnicy…
Zawsze dosięgnie nas żal za nasze czyny. Chcemy przyjąć na siebie pokutę…
Pokuta to… to poświęcenie.
Przyjmując dobrowolną karę okazujemy żal z powodu popełnionego grzechu. Im poważniejszy grzech tym bardziej dotkliwe zadajemy sobie cierpienie. Dla niektórych ostateczną pokutą jest… śmierć. Dla innych śmierć jest tylko końcem.
Aby odbyć pokutę trzeba żałować za grzechy i robić wszystko by naprawić szkody za które jest się odpowiedzialnym. Dopiero gdy dokonamy pokuty nasze konto zostaje oczyszczone. Amnestia sprawia, ze możemy zacząć wszystko od początku.
Moją pokutą był wyjazd w miejsce gdzie nikt mnie nie znam… Dać szansę innym by rozpoczęli swoje życie beze mnie… i bym ja mogła zrobić to samo. Zawsze znajdzie się ktoś kto ciągnie nas w stronę przeszłości. Uciekając od niej nie mamy pewności, że znów nas zaatakuje… Mnie zaatakowała , uderzyła niespodziewanie, wywracając moje życie o 180 stopni… po raz kolejny Przeszłość jest największą zmorą człowieka… Zmusza nad do przemyśleń i okrycia jaką rolę odgrywałaś w tej utraconej przyjaźni. Może jestem egoistką… Ale niczego nie żałuję.
- Wydajesz się taka spokojna. – usłyszałam
- W każdej chwili mogę wybuchnąć.
- Kogo unikasz, Caroline? – nie dawał za wygraną
- Ciebie Damonie. Mam cię dość. Chce żebyś zniknął! Tylko tego chce… 
- Wygrałaś. 

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 5.♥




„ Zawsze bałem się powiedzieć ci prawdę o twoich rodzicach. Bałem się twojej reakcji, ale teraz gdy leżę tutaj w szpitalu boję się, że nigdy nie dowiesz się prawdy. Nigdy nie chciałem widzieć twoich słonych łez. Nie chciałem byś kiedykolwiek po mojej śmierci nosiła żałobę. Te wszystkie treningi, którymi niemal cię katowałem nie były na daremno. Wszyscy mówili, że to wypadek… Że samochód twoich rodziców wpadł w poślizg. Rada zna całą prawdę i ukrywa ją przed światłem dziennym. Do ciebie należy decyzja czy ich pomścisz.. do ciebie należy decyzja o twoim dalszym życiu… „
Po orzeźwiającym prysznicu ubrałam się w szorty i luźną koszulkę. Rozpuściłam włosy i właśnie się malowałam kiedy do drzwi mojej łazienki ktoś zapukał. Nie odpowiedziałam. Udawałam, że mnie nie ma ale pukanie z minuty na minutę coraz bardziej się nasilało.
- Odejdź Damon – krzyknęłam
- To nie Damon, wpuść mnie. – usłyszałam głos po drzwiami.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam się po czym wróciłam do lustra i znów zaczęłam się malować.
- Porozmawiamy? – zapytał
- Czego chcesz Stefan? Mało ci kłopotów?
- Ja… Chcę cię przeprosić, za wszystko. – urwał
- Dlaczego go nie uratowaliście? – zapytałam nadzwyczaj spokojnie
- Zack od wielu lat codziennie pił wywar z werbeny. Był nią przesiąknięty do szpiku kości. Jeżeli podalibyśmy mu krew jego organizm by ją zwalczył. Jego nie dało się uratować. – wyjaśnił mu
- Masz 162 lata. Nic się nie nauczyłeś przez te lata?! Jak mogłeś mi nie powiedzieć?! Damon to dupek, ale ty?! – zaczęłam krzyczeć.
Biłam go pięściami z całej siły, ale on tylko złapał mnie mocno za nadgarstki i przytulił. Nie puszczał dopóki się nie uspokoiłam, a potem zaczęłam tylko płakać. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Posadził na łóżku i usiadł obok mnie przytulając czule.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
- Nie chciałaś mnie słuchać…
- Moim rodzice… Oni…
- Nie zginęli w wypadku.
- Skąd wiesz? – zapytałam zaskoczona
- Byłem kilka razy w szpitalu. Zack prosił bym nad tobą czuwał. Damon nie potrafiłby się Toba zaopiekować należycie więc powierzył to mi. Potem zabronił mi przychodzić… Całe dnie siedział sam. Nie zgadzał się na żadne odwiedziny. Próbowałem z nim porozmawiać, ale to było jak mówienie do ściany. Wiedział, że umiera. Wolał żeby przed śmiercią go znienawidzić niż potem go opłakiwać. Nie chciał, żebyś cierpiała. Ja też nie chcę byś cierpiała, Caroline.
- Pomożesz mi? – zapytałam
- W czym?
- Chcę być w radzie.
- Caroline…
- Nie! Posłuchaj…
- Masz 17 lat! Nikt nie pozwoli ci decydować o losach miasta. – przerwał mi
- A co jeżeli ty będziesz w tej radzie ze mną? – zapytałam
- Co ty chcesz zrobić?
- Wykluczyć Damona. Dość zrobił w tym mieście. Czas na nas.
Chłopak pokiwał przecząco głową jakby nie chciał uwierzyć w to co słyszy. Nie chciał się w to wplątywać, wiedział że może to się skończ dla nich obojgu niezbyt przyjemnie. Wiedziałam… uważał, że nie raz tego pożałuję, ale chciałam. Byłam winna to Zackowi i moim rodzicom.
- To się nie uda. – powiedział
Poszłam do łazienki poprawić makijaż. Założyłam trampki i stanęłam przed Stefanem.
- Trudno, poradzę sobie sama.
Wzięłam kurtkę i telefon po czym wyszłam z pokoju. Słyszałam jak Stefan szedł za mną i krzyczał bym się zatrzymała, ale nie chciałam ułatwiać mu sprawy. Poszłam do salonu gdzie szukałam kluczyków do mojego samochodu, ale ich nie znalazłam. Damon… to on ostatni brał mojego kluczyki. Udałam się do salonu gdzie wszyscy jedli obiad.
- Kluczyki. – powiedziałam sucho do Damona
Bez gadania podałam mi kluczyki, a kiedy zauważył że przyszedł za mną Stefan od razu musiał się domyślić co się stało. Chciałam wyminąć Stefana, ale stanął mi na drodze i nie chciał przepuścić.
- Caroline. – powiedział łapiąc mnie za nadgarstek
- Daj mi spokój do cholery! – krzyknęłam i się wyrwałam
Wyszłam z kuchni i kierowałam się w stronę wyjścia kiedy usłyszałam słowa Damona.
- Brawo bracie! Prawie udało ci się okiełznać diabła.


Rozdział 4. ♥






Zanurkowałam i dotknęłam dna. Zawsze robiłam tak z moim towarzyszem. Uwielbialiśmy się ścigać, ale prawie zawsze dawał mi fory. Był świetnym pływakiem. Gdy dotknęłam dużego płaskiego kamienia odbiłam się od niego nogami i popłynęłam ku górze. Po chwili wynurzyłam się z przejrzystej wody.
- Długo się nie wynurzałaś.
- Chciałam dotknąć dna. – wytłumaczyłam
- Pięknie tu – pochwalił Harry
- To jedno z moich ulubionych miejsc. Jeżeli komuś je zdradzisz będę musiała cię zabić. – uśmiechnęłam się do niego
Podpłynęłam do brzegu i usiadłam na niewielkim skrawku trawy. Chłopak po chwili dołączył do mnie.
- Ile masz lat? – zapytał po chwili ciszy.
- 17 – odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- A twoi bracia? Stefan i Damon?
Milczałam przez chwilę zastanawiając się co mu odpowiedzieć.
- Damon- 20, a Stefan – 17 – powiedziałam po chwili ciszy
- Stefan to twój brat bliźniak? – zapytał kiedy zorientował się, że mamy tyle samo lat
- Nie, to skomplikowane – ucięłam
Chłopak widząc moją niechęć do tego tematu nie drążył go dalej. Siedziałam po turecku patrząc przed siebie. Podziwiając piękno natury. Od dłuższego czasu dręczyło mnie pytanie: „Jak pozbyć się Damona z Mystic Falls?” Do głowy przychodziły mi tysiące pomysłów, ale żaden nie był idealny. Chłopak jest wysoko postawiony w tym mieście. Jako, że ma nazwisko Salvatore należy do rady gdzie może ingerować w losy miasta. Nie będzie łatwo się go pozbyć. Wzięłam głęboki oddech i jeszcze raz przemyślałam całą sytuację. Powoli traciłam nadzieję, że uda mi się coś wymyślić, aż w końcu wpadłam na świetny pomysł.
- Będziemy chodzić do jednej klasy? – przerwał moje rozmyślania loczek
- Co? – zapytałam zdezorientowana
- Liam jest właśnie ze Stefanem w szkole i załatwiają ostatnie formalności.
- Przecież oni są starsi od ciebie. – zwróciłam uwagę
- To nie znaczy, że mądrzejsi – wytknął mi język
Zaśmiałam się u wstałam ze swojego miejsca. Podałam rękę chłopakowi, którą chwycił. Pomogłam mu wstać. Niechętnie zwlekł się z miejsca. Przemoczeni do suchej nitki udaliśmy się powolnym spacerem do domu. Pół godziny później byliśmy na miejscu. Harry od razu poszedł do salonu, a ja poszłam do kuchni wziąć nam coś do picia. Po chwili do niego dołączyłam. W salonie zastałam przyjaciół Hazzy i mojego starszego brata Damona. Ostatni siedział zrelaksowany i przeglądał stary zeszyt oprawiony w skórę… Pamiętnik. Podałam loczkowi wodę, a sama podeszłam do ciemnowłosego i wyrwałam mu pamiętnik z ręki. Zaskoczony nie zdążył zareagować.
- Jest Stefan? – zapytałam nie dając mu dojść do głosu
- Tak – opowiedziała patrząc na mnie zniesmaczony.
Kątem oka zauważyłam, że reszta chłopaków przygląda nam się z zaciekawieniem.
- Może wyjdziemy? – zapytałam Damona, ale od przecząco pokiwał głową. – W takim razie gdzie Stefan? – kontynuowałam
- I ciebie również dobrze widzieć kochana siostrzyczko.
- Nie powinieneś czytać nie swoich rzeczy. – powiedziałam o pamiętniku
- Należy do mojego brata. – wskazał na zeszyt jednocześnie wyciągając po niego rękę
- To nie daje ci prawa do czytania go – powiedziałam twardo
- Co ty możesz wiedzieć? – zapytał wstając
- Jak możesz być tak arogancki i wygadany po tym wszystkim co zrobiłeś? – zapytałam z niedowierzaniem
- A ty jak możesz być tak odważna i głupia, żeby nazywać mnie arogantem? – opowiedział pytaniem na pytanie
- Gdybyś chciał mnie zabić to już dawno bym nie żyła.
- Tak to prawda. – przyznał
- Ale żyję. – syknęłam w jego stronę
- Jeszcze.
Spojrzał mi głęboko w oczy szukając w nich jakiegokolwiek zawahania, ale niczego takiego nie zauważył. Spojrzał niespodziewanie ponad moje ramię.
- Nowy obiekt westchnień? – zapytał głośno… zbyt głośno
- To akurat nie powinno cię interesować.
- Nie zaprzeczyłaś – powiedział uśmiechając się
- Zaprzeczam, zadowolony?
- Źle ci było w Paryżu przed ostatnie dwa tygodnie? Co ty tutaj w ogóle robisz?
- Nostalgia, czysta ciekawość i tak dalej.
- Jestem lepszy w dowcipnej ripoście, Caroline
- Nie wątpi. Stefan u siebie?
- Yeah – przytaknął niechętnie
Skierowałam się w stronę wyjścia. Udałam się do łazienki by wziąć orzeźwiający prysznic i zacząć realizować swój plan zemsty.

niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 3. ♥






Następnego dnia wstałam wcześnie rano. O 9 rano ubrana w dres zeszłam do kuchni. Przy stole zastałam chłopaka z lokami na głowie.
- Cześć. – powiedziałam nie pewnie.
- Hej – usłyszałam w odpowiedzi
Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej butelkę wody. Po czym wypiłam jej zawartość.
- Jestem Harry. – przedstawił się
- Caroline. Miło cię poznać.
- Dokąd się wybierasz?
- Pobiegać… przemyśleć parę rzeczy. Zaplanować plan zemsty… Dużo tego, nie na twoją głowę.
- Mogę wybrać się z tobą?
- Co? – zapytałam
- Pytałem czy mogę z tobą pobiegać?
- Hymmm…
- Daj mi 5 minut. Tylko się przebiorę.
Nie czekając na moją odpowiedź pobiegł do swojego pokoju. A ja udałam się do salonu gdzie postanowiłam poczekać na Hazze. Położyłam się na jednej z kanap i pisałam sms-y z moją przyjaciółką Eleną.
- Dzień dobry, Caroline. – usłyszałam
- Co ty tu robisz? – zapytałam nie patrząc na niego
Podszedł do mnie i zapytał:
- A dlaczego miałoby mnie tu nie być?
- Miałeś się stąd wynieść – powiedziałam oschle
Damon pochylił się i wyrwał mi telefon z ręki. Spojrzałam na niego wściekła.
-Wysłuchaj mnie. – zażądał
- Mowy nie ma.
Zabrałam swój telefon siłą i wyszłam. Na szczęście z kuchni wychodził właśnie Harry.
- Idziemy?- zapytał
- Tak.
Wyszliśmy na zewnątrz i pobiegliśmy w stronę lasu. Przez pół godziny biegaliśmy bez celu omijając drzewa. W pewnym momencie gwałtowanie skręciłam w prawo i zaczęłam biec wydeptaną ścieżka. Spojrzałam za siebie by upewnić się, że nie zgubiłam chłopaka. Biegł kilka metrów za mną. 5 Minut później byliśmy w jednym z moich ulubionych miejsc. Nie wiem dlaczego przybiegłam tu z loczkiem, ale nagle zapragnęłam tu przyjść. W to miejsce często zabierał mnie Zack. Odrywaliśmy się od codzienności. Było to nasze wspólne miejsce gdzie opowiadaliśmy o swoich marzeniach, on opowiadał mi o tajemnicach tego miasta. A co najważniejsze tutaj mnie trenował… Kilka minut po mnie dobiegł Harry. Stanął obok mnie i położył ręce na kolanach ciężko oddychając.
- Szybko biegasz. – pochwalił mnie
- Lata praktyki. – powiedziałam zapatrzona przed siebie
Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. Po prawo szumiał średniej wielkości wodospad. Za nim była ukryta duża jaskinia do, której łatwo można było się dostać. Pod nami znajdowało się duże jezioro.
- Umiesz pływać? – zapytałam patrząc na niego
- Tak – odpowiedział bez chwili wahania
- Więc chodź… ochłodzisz się.

Stanęłam przy krawędzi klifu. Odwróciłam się, rozłożyłam ręce i zamknęłam oczy. Przypominając sobie mój pierwszy skok. Po czym odchyliłam się do tyłu i poddałam się grawitacji. 

środa, 20 marca 2013

Rozdział 2. ♥










Spojrzałam na martwego Zacka i rozpłakałam się. Prosiłam go by wrócił, ale jego ciało nieustannie robiło się coraz zimniejsze. Otarłam łzy i zabierając papiery, które zostawił mi Zack wyszłam ze szpitala ostatni raz na niego spoglądając. Udałam się do taksówką do hotelu, zabrałam wszystkie swoje rzeczy i czym prędzej wyszłam. Pojechałam do hotelu gdzie zabrałam swoje rzeczy. Zbyt mi się śpieszyło do rodzinnego domu by zdjąć suknię. Podczas gdy taksówkarz zawoził mnie do wyznaczonego przez mnie miejsca, ja na tylnym siedzeniu przeglądałam listy, które zostawił Zack.

„Kochana Caroline,
Gdy cię nie było… wiele się zmieniło… uważam teraz, że nawet aż za dużo… Nie potrafię opisać ci każdego wydarzenia… Jest tego zbyt wiele. W domu zaszło wiele zmian… Mamy nowych gości, więc nie bądź dla nich zbyt ostra…”

Szukałam istotnych wiadomości, ale nic nie znalazłam. 15 minut później byłam już na miejscu. Kierowca pomógł mi wyjąc bagaże, po czym odjechał. Wzięłam walizkę i ruszyłam ku wejściu. Drzwi jak zawsze w tym domu były otwarte. Budynek stał na uboczu, praktycznie w lesie dzięki czemu nikt nie zakłócał naszego spokoju. Otworzyłam masywne, dębowe drzwi i weszłam do środka. Postawiłam walizkę przy ścianie i weszłam w głąb domu. Z salonu dochodziły krzyki… radości? Poszłam w stronę skąd dochodziły dźwięki. Stanęłam w progu i to zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło. 10 facetów siedziało na wielkich sofach i oglądało mecz piłki nożnej na dużej plazmie zawieszonej na ścianie kilka metrów przed nimi. Wyłączyłam telewizor, a oni wreszcie na mnie spojrzeli. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- Matt, Tyler, Jeremy… - zwróciłam się do trzech chłopaków- Do widzenia. – powiedziałam nie mając ochoty na żarty – Mam sobie z kim do pogadania.
Chłopaki wstali z kanapy i spojrzeli na mnie, ale bez słowa wyszli z mojego domu. Gdy usłyszałam jak drzwi się zamknęły, zastanawiałam się od czego zacząć.
- Co tu robisz? Powinnaś być we Francji. – powiedział Stefan
- A ty w szpitalu. – rzekłam patrząc mu w oczy
- Skąd wiesz? – zapytał Damon
- O czym? O tym, że od kilkunastu dni mnie okłamujecie czy o tym, że kilka godzin temu umarł Zack?! – krzyknęłam wściekła
- To nie tak… - zaczął
- A jak? Mogłeś go do cholery uratować! Nie mogłeś do mnie zadzwonić?!  Tak trudno było?! Ledwo zdążyłam się z nim pożegnać! – wykrzyczałam z nadmiaru emocji.
- Po co?! – zapytał Damon wstając i podchodząc do mnie – Żebyś siedziała tam non stop? Zmarnowała sobie kilka dni więcej swojego życia? Po prostu przestań!
- Zack podzielił swój majątek… - zaczęłam, ocierając łzy z policzków – 15% tego pensjonatu Stefanowi, po 5% każdemu z nich, chodź nie mam pojęcia kim oni do cholery są… a 60% zostawił mnie. Tobie nie przepadło nic… Pewnie dlatego, że miałeś z nim na pieńku, to już nie istotne. Daje ci dwa dni na wyniesienie się z tego miasta.
Spojrzałam mu w oczy po czym ominęłam go i skierowałam się w stronę wyjścia z salonu. W pewnym momencie zatrzymał mnie jego głos.
- Nie wyniosę się z tego miasta, a tym bardziej  nie wyprowadzę się z tego domu.
Odwróciłam się w jego stronę.
- Pożałujesz tego… Nie odpuszczę ci tego co zrobiłeś. 

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 1. ♥






Mając zaledwie 11 lat zostałam pozbawiona rodziców, zginęli w wypadku samochodowym. Jedyną osobą, która mogła się mną zaopiekować był wujek Zack. Brat mojego taty przywitał mnie z otwartymi ramionami. Nie pozwolił mnie zabrać opiece społecznej. Zastąpił mi ojca w 100 procentach. Pokochałam go jak nikogo innego.
Dziś mam 17 lat i zastanawiam się nad sensem swojego życia. W połowie czerwca Zach pozwolił wyjechać mi do Europy na sesje zdjęciowe. Postanowiłam spróbować czegoś nowego. Czy jestem modelką? Nie, to tylko zabawa. Oderwanie się od rzeczywistości. Czekała mnie jeszcze jedna sesja niedaleko miejsca mojego zamieszkania. Do Mystic Falls gdzie mieszkam postanowiłam wrócić dwa dni wcześniej. Prosto z lotniska pojechałam do hotelu by odświeżyć się po podróży. Około 11 przyszła do mnie Hanna. Dziewczyna przyniosła mi sukienkę. Otworzyłam pokrowiec i wytrzeszczyłam oczy.
- Suknia ślubna? – zapytałam
- Nie patrz się tak. Będziesz wyglądać jak beza. – zaśmiała się
- Bardzo zabawne. Gdzie robimy zdjęcia?
- Rob powiedział, że idziemy w plener.
- Park?
- Nie tylko – powiedziała z uśmiechem – Chodź pomogę ci się przebrać.
Godzinę później stałam na polance w parku i pozowałam do zdjęć. Robiłam wszystko co mówił Rob, fotograf.
- Obierz ten telefon, bo zwariuje! – krzyknął gdy po raz kolejny ktoś usiłował się ze mną skontaktować
- Słucham…- powiedziałam do telefonu – Tak. Co? Od kiedy? Tak.
Spojrzałam na prawo, gdzie stał Rob z Hanną. Stali odwróceni do mnie tyłem. Trzymając telefon w ręku podwinęłam suknię i pobiegłam w stronę najbliższej ulicy gdzie mogłam znaleźć taksówkę.
- Caroline! Co ty robisz?! Wracaj! – usłyszałam za sobą krzyki Hanny
Złapałam taksówkę i podałam kierowcy adres pod, który ma mnie zawieźć.  Weszłam do dużego budynku. I skierowałam się w stronę recepcji.
- Gdzie leży Zack Salvatore? – zapytałam młodego mężczyzny
- Sala 250 na 4 piętrze. Spiesz się. – powiedział
Skierowałam się w stronę windy. Nerwowo szukałam sali, w której leżał Zack. Rozglądałam się na prawo i lewo, aż natrafiłam na właściwe drzwi. Otworzyłam je cicho i weszłam do środka. Zack leżał z przymkniętymi powiekami, podłączony do mnóstwa urządzeń. Na sam widok po policzku popłynęło mi kilka słonych łez. Usiadłam przy jego łóżko i złapałam delikatnie za dłoń. Gdy poczuł mój dotyk, spojrzał na mnie czule.
- Caroline..- szepnął
- Hej Zack – powiedziałam cicho – Jak się czujesz?
- Dobrze. – odparł krótko i zamilkł na chwile po czym odpowiedział – Zawsze chciałem zobaczyć cię w sukni ślubnej.- uśmiechnął się- Otwórz drugą szafkę od góry. – wyszeptał
Zrobiłam co mi kazał. Gdy otworzyłam szafkę zobaczyłam pełno listów i zapisanych kartek.
- Co to? – zapytałam
- Nie mam siły o wszystkim ci opowiadać – mówił słabo – Więc pielęgniarka pomagała opisywać mi wszystko co działo się podczas twojej nieobecności. Testament znajdziesz w mojej ulubionej książce w moim biurze. Ale zostało coś jeszcze… - przerwał
Spojrzałam na niego, rękę miał położoną na sercu. Odłożyłam papiery na bok i usiadłam obok.
- … Twoi rodzice nie zginęli w wypadku. – mówił coraz słabiej
- Zack…
- … Zostali zamordowani… - wyszeptał i zamknął oczy. Umarł.

wtorek, 12 lutego 2013

Prolog.






Zanim wkroczysz na drogę zemsty wykop dwa groby
-  Confucius 504 r.p.n.e




" Kiedy byłam mała pojęcie zemsty miało dla mnie proste znaczenie. Opisywały ją proste szkolne powiedzonka i przysłowia. 'Nie rób drugiemu co tobie nie miłe' lub 'Nie można zła naprawić złem'. Zła nigdy nie da się naprawić złem, bo dwa złe uczynki nigdy się nie zrównoważą. Skrzywdzony może szukać zadośćuczynienia na dwa sposoby, wybaczyć winnym lub dokonać śmiertelnej zemsty. To nie jest historia o wybaczeniu...."


~ Revenge




Bohaterowie.


Caroline Salvatore (17l.)
Nastolatka z wieloma problemami. Nigdy nie wie czego może się spodziewać po swoich bliskich.



Elena Gilbert (17l.)
Przyjaciółka Caroline z dzieciństwa. Opiekuńcza i dążąca do celu. 


Harry Styles (17l.)

"Przeciwności losu uczą mądrości, powodzenie ją odbiera."


Louis Tomlinson (19l.)

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć."



Niall Horan (18 l.)

"Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić."


Liam Payne (18l.)

"Nie dawaj rad ani soli, zanim cię o to nie poproszę."




Zayn Malik (18l.)
"Człowiek rozsądny zawsze twierdzi, że rozumie kobiety.
Człowiek zakochany męczy się, żeby ją naprawdę zrozumieć."


                                           
Stefan Salvatore

"To, co jest piękne
Jest zawsze w naszej duszy,
Więc nie mów, że pustkę nosisz w sobie.
Zerknij w głąb siebie
A dostrzeżesz tam
Piękno całego świata...!"



Damon Salvatore

”Słowo ?Idiota? jest piękne. Idiota to ktoś, kto żyje w niezależny sposób, robi swoje i nie obchodzi go to, co powie o nim świat. Idiotą jest ten, kto nie naśladuje. I nie ma to nic wspólnego z głupotą. Jeśli spróbujesz iść przez życie własną, niezależną drogą, wtedy będziesz nazywany idiotą. Tłum nie będzie cię szanował, gdyż tłum nie szanuje autentycznych ludzi. Tłum szanuje maski i fałszywe osobowości. Jeśli naprawdę chcesz być mądry, bądź idiotą. A jeśli chcesz być idiotą, gromadź wiedzę. Nie z książek, ale z serca, wtedy będziesz uczonym. Bądź uczonym, a będziesz idiotą.”