poniedziałek, 27 stycznia 2014

rozdział 19 ♥

Po dziesięciu minutach kazania jaka jestem nieodpowiedzialna i bezczelna wyszłam w jednym kawałku z sali ciągnąc za sobą pięciu chłopaków. Stiles widząc moją minę roześmiał się głośno, za co miałam ochotę go zabić. 
- Zamknij się. 
Mijając go zeskoczył z parapetu i czym prędzej mnie dogonił. Wskazałam na pozostałych chłopaków by ruszyli za nami. 
- Jak było?
- Przekonasz się na kolejnej lekcji, już ja o to zadbam - uśmiechnęłam się do niego wrednie.
Mijając zakręt skierowałam się z chłopaki na stołówkę.
- W zasadzie to dzięki za wyciągnięcie z historii. Żaden z nas nienawidzi historii, to jakiś koszmar. - powiedział Harry tuż za mną, a reszta tylko mi przytaknęła. 
Jak na komendę spojrzeliśmy na siebie ze Stilesem i uśmiechnęliśmy w tym samym momencie. 


Czekając na stołówce na listę dań Stiles patrzył z niesmakiem na pozostałą piątkę pozostawioną przez nas w rogu sali.
- Nie patrz tak. 
- To oni się na mnie gapią. - zniecierpliwiona zaczęłam uderzać paznokciami o blat - Więc, mówisz, że nie działa na ciebie ich urok...
- Nie. - odpowiedziałam patrząc na różnorodne sałatki. 
Nie powiedział nic więcej. Opierając łokcie na blacie powrócił do poprzedniej czynności. W pewnym momencie rzucił krótkie spojrzenie moje osobie i chłopakom robiąc tak kilka razy
- Co znowu? - zapytałam
- Ich urok nie działa na ciebie, ale co jeśli twój urok działa na nich?
- Żartujesz, prawda?
Pokiwał twierdząco głową po czym dodał:
- Nie, nie żartuje. 
- Nawet o tym nie myśl. - powiedziałam gdy podszedł do mnie od tyłu kładąc ręce na biodrach.
Jednym ruchem odwrócił mnie przodem do siebie.
- Nie wierzę, że to robisz.
- Patrzą się? - szepnął
Zerknęłam na pozostałych udających, że na nas nie patrzą. Boże. Zaśmiałam się głośno. 



Wracając do chłopaków rozłożyłam przed nimi kilka kartek. 
- To lista rzeczy jakie możecie tutaj dostać.
- Na lunch, oczywiście. - dodał kąśliwie Stiles. 
- Idź po listę zajęć. - powiedziałam do niego
Pokręcił ze zrezygnowaniem głową. Pochylił się w moją stronę, a ja odsuwając się wskazałam głową na wyjście. Posłał uśmieszek chłopakom i wyszedł we wskazanym mu kierunku. Odprowadzając go wzrokiem widziałam tylko jak zatrzaskują się za nim drzwi. 
- Musimy znaleźć Wam stolik. 
- A gdzie zazwyczaj jesz?
- O ogrodzie. - odpowiedziałam na pytanie Nialla. 
- Możemy siedzieć z tobą? - zapytał Harry
- Nie. - powiedziałam do niego stanowczo.


Dwanaście minut później siedzieliśmy już przy wspólnym stoliku, który sami sobie wybrali. Stiles prawdopodobnie nie będzie zadowolony z ich wyboru z racji tego, że siedzą trzy metry od naszego stolika.
- Plan lekcji w Ameryce.. są trochę inne niż u was. Każdy z was dostanie listę zajęć obowiązkowych, ale do was należy wybór w jakie dni tygodnia będziecie na nie uczęszczać. 
- Po to poszedł ten chłopak? - zapytał Liam
- Stiles, ma na imię Stiles. I poszedł zapisać was na odpowiednie profile. 
- Czy to nie my powinniśmy to zrobić?
- Nie w środku roku szkolnego. Z doświadczenie wiem, że nie zostało wiele ofert. 
Wyciągnęłam telefon i napisałam krótką wiadomość do Stilesa. 

Nie zdążyłam dobrze odczytać wiadomości kiedy odezwał się za mną Stiles. 
- To wszystko co mieli. - powiedział kładąc przed chłopaków kilka białych kartek. Od razu wzięli je i zaczęli przeglądać. 
- Profile sportowe? - zapytał ze zdziwieniem Niall
- Nie lubicie sportu? - zapytałam
- Lubimy, ale...
- Ale, co?
- Tutaj są trzy godziny historii tygodniowo.
- My też mamy po trzy godziny, Harry. - powiedziałam delikatnie zdenerwowana
- Wyluzujmy. - zarządził Stiles - Zaraz będzie dzwonek na lunch, pokażemy wam jak działa stołówka i coś dla siebie wybierzecie. 
 

niedziela, 26 stycznia 2014

rozdział 18 ♥

Od zaginięcia rudowłosej dziewczyny minęły dwie pełne doby. Wygnana przez Damona udałam się do szkoły zabierając ze sobą Stilesa. Wsiadając do samochodu niemal od razu dostrzegałam wielkie sińce pod oczami chłopaka. 
- Też nie spałeś. - rzuciłam
- Nie mogłem. 
Nie mając ochotę na jakąkolwiek rozmowę ruszyliśmy znaną nam drogą. 

Siedząc zza chłopakiem w sali lekcyjnej cały czas monitorowałam jego stan. Z naszej dwójki to zawsze on najbardziej przeżywałam długie rozłąki z Lydią, nie wiedziałam jak może się to dla niego skończyć podczas jej zaginięcia.
- Stiles Stilinski i Caroline Salvatore proszeni do gabinetu pedagoga. 
Z głośników wydobył się komunikat, oczy wszystkich uczniów w klasie skierował się wprost na naszą dwójkę. Stiles ignorując ich wstał i podając mi rękę bez słowa wyszliśmy z klasy. Pokonując kolejne zakręty coraz bardziej zastanawiałam się po co zostaliśmy wezwani.
- Może ją znaleźli. - powiedział na niezadane pytanie
Wchodząc do kolorowego pokoju szkolnego psychologa usiadałam wraz z Stilesem na wyznaczonym dla nas miejscu. 
Psycholog wpatrywał się w nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 
- Znaleźli ją? - zapytałam
- Nie. - powiedziała szybko
- Więc po co tutaj jesteśmy?
- Potrzebujecie porozmawiać o Lydii?
- Potrzebujemy ją znaleźć! A to jest nie możliwe gdy więzicie nas w szkole! - podniósł głos chłopak.
Ścisnęłam jego rękę za co otrzymałam wściekłe spojrzenie.
- Proszę. - szepnęłam
Spojrzał na mnie odrobinę łagodniej i nie puszczając mojej ręki przeniósł wzrok na okno. 
- Do rzeczy. - poprosiłam
- Chcę żebyście oprowadzili razem i pomogli się zaaklimatyzować nowym uczniom.
- Mówi pani o... - zaczęłam kompletnie zbita z tropu
- O piątce Brytyjczyków, z którymi mieszkasz. 
- Nie mam mowy. - skitowł Stiles
- Dlaczego? - zapytała
- Bo musi znaleźć naszą przyjaciółkę. 
- Policja zajmuje się jej poszukiwaniem. 
- Na chwilę obecną bez widocznych efektów. - dodałam
Przypięta do muru nie wiedziała co powiedzieć. 
- Po prostu... niech zajmie się tym kimś inny. 
- To polecenie dyrektora. 
- Dyrektora? - zapytałam zdziwonia 
- Jeśli nie zajmiecie się nimi będę skłonna do zatrzymania was po szkole i zorganizowaniu terapii grupowej.
Chłopak zaśmiał się z jej słów wyraźnie rozbawiony. 
- Terapia grupowa - zaśmiał się
Ja w porównaniu do niego nie widziałam w tym nic zabawnego. 
- Tego jest za dużo.. oprowadzenie ich, znalezienie miejsca w stołówce, zorganizowaniu planu lekcji, przecież oni nawet nie są zapisani na odpowiednie zajęcia, chodzą gdzie im wygodnie. - powiedziałam
- Właśnie dlatego się nimi zajmiecie. 
- Nie. - odezwał się stanowczo Stiles
Kobieta bez słowa wyciągnęła gruby notes i otworzyła na przyszłym tygodniu.
- W środę po lekcjach panu odpowiada? - zapytała
Ze zdziwienia otworzył usta na to co zrobiła kobieta. Patrzył na nią zaskoczony jej dyscypliną.
- Dobrze.. zajmiemy się nimi. - podsumowałam wstając. 
Ciągnąc za sobą Stilesa wypchnęłam go przed drzwi na szkolny korytarz. Zamykając drzwi zatrzymały mnie słowa kobiety.
- Mimo wszystko, Caroline. Przydałaby się wam szczera rozmowa.
- Nie potrzebujemy do tego osób trzecich, nie jesteśmy dziećmi.
Zatrzaskując drzwi w końcu uwolniłam się od wpływów pani psyhcolog. 
- Coś ty narobiła? - naskoczył na mnie
- Powiedziała, że mamy się nimi zająć... nie powiedziała kiedy. 





Dwie godziny lekcyjne później stwierdziliśmy, że zajmiemy się naszymi podopiecznymi jak najprędzej. Poszliśmy więc do gabinetu dyrektora i po małej dyskusji wypisał całej siódemce na resztę dnia. Kierując się do sali gdzie chłopcy mieli lekcje zaczepiłam Stilesa.
- No co? 
Widząc jego minę nie mogłam nie zapytać. Od dwóch godzin był wściekły na wszystko. 
- Nie lubię ich. 
- Dlaczego?
- Ponieważ... - zaczął patrząc na mnie oczywistym wzrokiem, ja posłałam mu tylko pytające spojrzenie - Przyjechali z Europy i myślą, że każdy wokół nich będzie skakał. Mają miliony fanek, które są zakochane w nich po uszy, czego szukają w naszym mieście?
- Jesteś zazdrosny. - podsumowałam 
Docierając pod odpowiednią salę zerknęłam przez okienko w drzwiach. 
- Nie jestem zazdrosny. Poza tym ktoś już kocha. - wzruszył ramionami opierając się plecami o ścianę.
- Oh naprawdę? 
- Sama mówiłaś, że mnie kochasz. 
- Miałam wtedy 11 lat. 
- Też ci coś. - parsknął
Spojrzałam ponownie na nauczyciela historii, którego zdążyłam znienawidzić nawet po nie odbyciu z nim lekcji. 
- Musisz tam wejść.
Odsunęłam się od drzwi stając przed chłopakiem i podając mu białą kartkę. Spojrzał na mnie zaskoczony po czym nie biorąc ode mnie podarunku wyminął mnie i sam zajrzał przez okienko.
- Nie ma mowy. Planowo miałem z nim już trzy historie i nie pojawiłem się, ani razu. Jak myślisz co może mi zrobić?
- Idziesz tam.
- Nie.
- Stiles. 
- Nie, Caroline. 
Uśmiechnął się szybko i otwierając drzwi jedną ręką wepchnął mnie do środka drugą zamykając za mną drzwi. Długo nie musiałam czekać na pochwalę nauczyciela.

rozdział 17 ♥

- Musisz zidentyfikować ciało. - powiedziała uspokajając mnie 
- To Lydia?
- Ty musisz nam to powiedzieć.
Skinęłam delikatnie głową dając jej znak, że jestem gotowa. Obserwowałam jak sięga do czarnego suwaka i pociąga go w dół ukazując kolejne partie ciała. Po chwili moim oczom ukazała się sina dziewczyna z wieloma zadrapaniami na ciele. 
- Odsłoń dalej. - powiedział do niej Damon
Szeryf ponownie pociagnęła za suwak odsłaniając tym razem zarówno jej szyje jak i obojczyk. 
- To nie Lydia. - poinformowałam cicho czując wielką ulgę.
- Czy to... - zaczął Damon
- Znaleźliśmy jej ciało na środku jeziora. Zobaczcie. - przekręciła głowę trupa ukazując jej rozszarpaną szyję
- Wampir? - zapytałam
- Tego nie wiemy, Caroline. To równie dobrze mogło być zwierzę. 
- Nie wierze w przypadki - powiedziałam nie odrywając wzroku od szyi dziewczyny - nie w tym mieście. 
- Te dzieciaki - wskazał głową na osoby stojące za taśmą policyjną - powinny znaleźć się w domach przed zachodem słońca. 
- Damon... - zaczęła Carol
- Nie wiemy czy to dzikie zwierze czy wampir. Chcesz mieć kolejne osoby na sumieniu? - zapytał zdenerwowany
Patrzyli sobie chwile w oczy po czym policjantka przywołała do siebie swojego zastępce. 
- W przeciągu 20 minutach mają stąd zniknąć wszyscy nastolatkowie. Przepędź gapiów i powiedź im by nikt nie wychodził samotnie na ulice. 
- Czy... 
- Wykonać. - ucięła dyskusję między nimi i zasunęła suwak czarnego jak węgiel worka. 



Mijały kolejne godziny, a ja zastanawiałam się co ważnego przeoczyłam. Jaki ważny szczegół mi umknął? Co zrobiłam źle? Co źle zinterpretowałam? Gdzie popełniłam błąd?
Oparta o pobliski samochód wpatrywałam się z krzyżowanymi rękami przed siebie obserwując nurków znikających co chwila w tafli ciemnego jeziora. Niedługo po zabraniu ciała znalezionej dziewczyny szeryf zdecydowała o przeszukaniu jeziora. Szukaliśmy Lydii wszędzie... bez skutku. Jezioro było tylko ostateczną opcją, na którą właśnie przyszedł czas. Lydia może potrzebowała teraz mojej pomocy, a ja stałam bezczynnie nie wiedząc co dalej począć. 
Z kolejnym podmuchem wiatru do mojej głowy wdarł się krzyk przerażonej matki, która zobaczyła ciało swojej córki. Nagle zaczęłam się zastanawiać jak głośno będzie krzyczał Stiles, gdy nie znajdziemy Lydii. 
Początki naszej znajomości sięgają dzieciństwa kiedy to bawiliśmy się razem na pobliskim placu zabaw. Pamiętam jak mając po 8 lat rozbiliśmy namioty w ogródku Stilesa i obiecaliśmy sobie, że kiedyś razem zamieszkamy i nic nie będzie w stanie nas rozdzielić. 
Zdaje się, że jednak są rzeczy, które mogą nas rozdzielić... jeżeli już tego nie zrobiły. 
- Caro.
Potem nastała szkoła i ludzie próbujący wkraść się w nasze łaski. Nawet nauczyciele, który próbowali nas rozdzielić twierdząc, że nasza przyjaźń nie jest normalna. Potem spotkała nas śmierć matki Stilesa, jego napady paniki, gdy zostawał sam gdy zbyt dużo o nie myślał gdy z nami nie rozmawiał. Dusił się. To wypalało go od środka i dopiero teraz widzę jak śmiercionośne to dla niego było. Dorośli nigdy nie rozumieli naszej potrzeby przebywania ze sobą. 
- Caroline.
Jestem niemalże pewna, iż już dawno oszalałabym gdyby nie ta dwójka. Równie dobrze pamiętam jak Stefan zabierał co trzeci tydzień do pobliskiego kina i lunaparku. 
- Caroline Salvatore!
Rodzice Stilesa i Lydii wierzyli w naszą przyjaźń patrząc z podziwem na nas i mówiąc, że ta przyjaźń przetrwa aż po grób.
- Hej, Caroline! - mocne szarpnięcie przywołało mnie do szarej rzeczywistości. 
Spojrzałam nieprzytomnym wzrokiem na swojego towarzysza.
- Niczego nie znaleźli w jeziorze. - poinformował
- To dobrze. 
- Myślisz o niej, prawda? - zapytał opierając się obok mnie
- O naszej trójce, Stiles. Wiesz... - zaczęłam niespokojnie - zastanawiałam sie co by było gdyby nie te wszystkie lata naszej przyjaźni. 
Kątem oka wiedziałam jak patrzy przed siebie zamyślony. Dołączyłam do niego. Po kilku minutach ciszy się odezwał. 
- Lydia prawdopodobnie szalała by teraz po centrum handlowym, ty byłabyś wampirem, a ja już dawno by nie żył. 
- Nie po raz pierwszy ratujemy sobie życie. 
- Moje życie zostało uratowane, twoje też...
- Teraz czas na Lydię.


sobota, 25 stycznia 2014

rozdział 16. ♥

Biegając szybko po okolicznych lasach wciąż zatrzymywałam się szukając odpowiednich tropów. Z Tyler u boku nie było dobrze, ale zawsze lepiej niż samemu. Kilka godzin wcześniej gdy udało mi się wyciągnąć z przyjaciela wystarczająco dużo do choćby zaczęcia poszukiwań odstawiłam go do pensjonatu, gdzie prawdopodobnie Damon rozmawiał z nim z miejscowym szeryfem. Przeczesując kolejne partie lasów polegałam w zupełności na swoim kompanie. Miał lepszy słuch i węch ode mnie co mogło uratować jej życie.
Ale najgorsze co mogło nas spotkać w tym momencie to czas, upływający czas. 
- Masz coś? - zapytałam
On tylko przystanął i patrząc na mnie żółtymi ślepiami wskazał południowy kierunek. 
Goniąc noc ruszyłam za nim. Zaledwie trzysta metrów dalej niespodziewanie się zatrzymał.
Rozglądał się spanikowany wokół siebie próbując złapać jej zapach. 
- Zgubiłeś ją?
Nie odpowiadając na moje pytanie przemienił się w pełni w człowieka i spojrzał na mnie. 
- Tojad. - powiedział wskazując palec na polane roślin
- To nigdy tutaj nie rosło. - powiedziałam



Zmęczona otworzyłam delikatnym pchnięciem drzwi wejściowe do domu i od razu skierowałam się do kuchni. Biorąc z lodówki butelkę wody usiadłam przy blacie i po raz pierwszy od wielu godzin pozwoliłam sobie na spokojny i głęboki oddech.
- Jak trzyma się Stiles? - zapytałam gdy w kącie dostrzegłam Damona
- Godzinę temu wróciliśmy z poszukiwań. Jest...
- Śpi?
Pokiwał twierdząco głową po czym dodał:
- W twoim pokoju. Ty też powinnaś odpocząć.
- Nie, potrzebuje tylko zimnego prysznicu i wracam jej szukać. 
- Caroline.. - zaczął spokojnie
- To moja przyjaciółka, ma prawo potrzebować mojej pomocy. 
- Rozumiem. - poddał się
Wstałam w celu pójścia do mojego pokoju kiedy zatrzymałam się i odwróciłam do brata.
- W zasadzie jesteś lepszy w byciu złym gościem, ale lubię gdy się mną opiekujesz. 
Nie czekając na jego reakcję uciekłam szybko na górę.


Stiles spał monotonnie w moim łóżku kompletnie nie przypominając tego wstrząśniętego chłopaka sprzed kilkunastu godzin, gdy przybiegł prosić mnie o pomoc. Uspokojona jego miarowym oddechem skierowałam się do łazienki z chodź trochę lżejszym sercem. 


Przeczesując dłonią wilgotne jeszcze włosy pochyliłam się nad rozłożoną przede mną mapą. Odbierając od chłopaka czerwony marker otworzyłam go biorąc skuwkę w zęby. 
- Sprawdziliśmy ten obszar. - poinformował Damon zaznaczając drugim markerem duży obszar w północno-zachodniej części mapy. - Policja sprawdza teren wokół jeziora. - zaznaczył kolejny obszar
- Ja i Tyler przeszukaliśmy południową część ziem. - zaznaczyłam na papierze obszar, na którym byliśmy. 
- Nie zostało wiele do przeszukania. - podsumował - Po prostu sprawdzimy czy nie mam jej na pozostałych terytoriach. 
- Wciąż zapominasz, że ona może się przemieszczać. A co jeżeli znajdzie się tam gdzie już jej szukaliśmy?
- Zawsze zakładasz najgorsze. 
- Jestem realistką, tu może chodzić o jej życie, Damon.
- Nie jesteśmy w stanie zorganizować kilku tysięcy ludzi do jej poszukiwań. 
- Masz rację. - powiedziałam zrezygnowana wpatrując się tępo w mapę.


 
Przed kolejnym wyjściem postanowiłam z Damonem, że zorganizujemy tyle osób ile się tylko uda. Zaczynając od policjantów kończąc na dalszych znajomych ze szkoły. Po przydzieleniu każdemu z nich pary dostali mapkę z wyznaczonym dla nich terenem. Zostawiając wciąż śpiącego Stilesa ruszyliśmy do lasu. 
Będąc w ciągłym kontakcie z każdym z poszukiwaczy byłam w stanie ocenić jak daleko jesteśmy w stanie zdziałać. Z każdą godziną obszar się zacieśniał, a po rudowłosej dziewczynie nie było ani śladu. 
Dzwoniący telefon w prawej kieszeni sprawił, że musiałam się zatrzymać i go odebrać. 
- Caroline. - usłyszałam na wstępie
- Pani szeryf? 
- Przyjedź natychmiast nad jezioro od wschodniej strony, niedaleko mostu. 
Nie pozwalając mi na jakąkolwiek reakcję natychmiast się rozłączyła. Nie musiałam nawet mówić Damonowi o co chodzi, wszystko słyszał.
Pognaliśmy do stojącego dwa kilometry dalej czarnego terenowego samochodu i czym prędze pojechaliśmy we wskazanym nam miejscu. 


Policyjna taśma rozciągnięta wokół brzegu i grupka ludzi było pierwszym co ujrzałam zaraz po postawieniu stóp na plaży. Podchodząc bliżej policjantów rozpychałam się łokciami coraz bliżej i zbierając przy okazji naganne spojrzenia ludzi. 
- Co tu się stało? - zapytałam stojącego przede mną policjanty
- Nie mogę udzielić wam żadnych informacji. Wracajcie do domu dzieciaki. - powiedział ostro
- Carol! - krzyknął po imieniu do pani szeryf Damon idący tuż za mną. 
Odwróciła się nagle szukając jego źródła. Kiedy odnalazła zarówno Damona jak i mnie podeszła do nas przyspieszonym krokiem i podniosła policyjną taśmę.
Przechodząc pod taśmą dołączyła do nas i bez słowa pokierowała w stronę linii brzegowej. Dopiero po ominięciu potężnego samochodu dostrzegłam leżący nieopodal czarny worek. 
A w głowie nagle zawirowało.

piątek, 24 stycznia 2014

rozdział 15 ♥

Po wypowiedzianych słowach nie byłam w stanie zrobić niczego prócz siedzenia i tępego wpatrywania się w zimne ściany salonu. Mój umysł dręczony dziesiątkami pytań pragnął jedynie poznania na nie odpowiedzi i uporządkowania ich w odpowiednie szufladki, gdzie będą gniły przez resztę mojego ludzkiego życia.
Damon chwilę po wytłumaczeniu mi całej sytuacji wyszedł niespodziewanie do swojego salonu nie pokazując się do chwili obecnej. 
Zamykając oczy zmuszałam się w pewien sposób do powrotu w teraźniejszość, teraźniejsze problemy. Kiedy usilnie próbowałam powstrzymać wydobywające się łzy do pomieszczenia wszedł Damon niosąc pożółkłą kopertę. 
- Prosiła... prosiła bym ci to dał. 
Wyciągnął przede siebie rękę z kopertą, a ja spojrzałam na niego nieufnie. Po chwili wahania odebrałam od niego podarunek i tępo wpatrywałam się w jego opakowanie. Powoli oderwałam papier ukazując wnętrze sięgnęłam ręką po złożoną kartkę powoli ją wyjmując. 
Damon chcąc udzielić m odrobinę prywatności podszedł do siedzących chłopaków i zaczął
- Więc, co chcecie wiedzieć?
- Co chcemy wiedzieć?! Co to w ogóle było?
- Może i nie wyglądało to zbyt normalnie, ale...
- Zbyt normalnie? Czy ty się człowieku słyszysz?
Liam dawał upust swoim emocjom i uważałam, że robi słusznie, ale wiedziałam też, że nic nie uda mu się dowiedzieć. Mystic Falls jest zbyt niebezpieczne dla zwykłych śmiertelników już od wieków.
- Caroline! 
Oderwałam wzrok od papieru i przeniosłam go na nowo przybyłego gościa. Zdyszany chłopak oparł rękę o ścianę wypatrując mojej osoby. Zauważając jego podartą koszulkę zmarszczyłam brwi. 
- Co się dzieje, Stiles?
- Lydia. Lydia zniknęła. - wysapał
Szybko wstałam i podeszłam do Stilinskiego dostrzegając dezorientacje i strach w jego oczach.
- Co się stało?
Milczał jak zaklęty prawdopodobnie uświadamiając sobie co właśnie się wydarzyło. 
- Stiles. - zaczęłam spokojnie - Musisz powiedzieć co się stało. Inaczej jej nie znajdziemy.
- Zniknęła. Była w szpitalu i zniknęła. Tak po prostu. 
- Może gdzieś wyszła. - zasugerowałam
- Krzyczała. Krzyczała z przerażenia. 
Spojrzałam na Damona, a on kiwnął pośpiesznie głową dając mi nieme pozwolenie.


Kiedy kończyłam zakładać zarazem mocne i lekkie obuwie idealne do biegania w każdym środowisku do drzwi ktoś zapukał. Udzielając cichego pozwolenia drzwi szybko się uchyliły i ujrzałam czarne włosy chłopaka. Zayn.
- Damon mówi, że nie masz czasu. - powiedział zdezorientowany
Nie wiedział o co chodzi, ale ja niestety wiedziałam, aż za dużo. 
Wymijając go zbiegłam po schodach i znowu skierowałam się do salonu. Czułam, że mulat podąża za mną zaintrygowany całą sytuacją.
- Wszystko gotowe. Dzwoniłem do Tylera, spotkacie się w szpitalu. Zaczniesz stamtąd. Postaraj się ustalić skąd wyszła i w jakim kierunku się udała. 
Stanęłam w wyznaczonym przed brata miejscu tak by jednocześnie móc obserwować przerażonego chłopaka. 
- Stiles. - powiedziałam do niego cicho - Znajdziemy ją.
- Wiem. 
Może chciał przekonać samego siebie o słuszności swojego zdania, ale jego oczy były w tym momencie sprzecznością. 
- To dobrze - rzekłam - bo ty zawsze masz rację. 
Uśmiechnęłam się do niego smutno i przeniosłam wzrok na starszego Salvatora w celu ocenienia postępu jego pracy. 
- Gotowe. - powiedział kilka sekund później wręczając mi kuszę. - Uważaj na siebie.
- Przechowaj go, dopóki nie wrócę. 
- A co z nimi? - zapytał patrząc otwarcie na pozostałych chłopaków. 
- Zrób to co umiesz najlepiej. 
- Mam ich zabić?
- Nie, idioto. Zauroczyć. 

rozdział 14 ♥

Patrzyłam oniemiała jak Klaus odsuwa się ode mnie umożliwiając mi spojrzenie na jego kamienny wyraz twarzy.
- Nie. - odezwał się Damon stojący teraz po drugiej stronie salonu - Nie, nie i nie. Czy wspominałem już 'nie'?   
- To jej decyzja. - przerwał mu Klaus
- Ona jest dzieckiem, do cholery! - wściekł się Damon
- Dzieckiem, które ma prawo głosu! 
- Nie zajmiesz jej miejsca! 
Damon podszedł do Klausa z zaciśniętą pięścią. Biorąc na niego zamach jego ręka została zatrzymana w powietrzu tak szybko jak ją uniósł. Klaus w błyskawicznym tempie wykręcił kończynę i przycisnął do pobliskiej ściany.
- Nigdy nie...
Wiedziałam, że jeśli tego teraz nie przerwę zaraz rozpęta się piekło w moim własnym salonie. Gdy usłyszałam dźwięk łamanego barku Damona poddałam się. 
- Zgadzam się. - powiedziałam cicho
Klaus momentalnie odwrócił głowę w moją stronę po czym uśmiechnął się zadowolony sam z siebie. Puszczając mojego brata podszedł do mnie powolnym krokiem. 
- Miło robi się z tobą interesy, kochana.
To powiedziawszy wyszedł z pensjonatu trzaskając drzwiami, a ja byłam w stanie jedynie odprowadzić go wzrokiem. 
- Co to do cholery było? - usłyszałam zza swoich pleców
O mój Boże - pomyślałam 


- Jak twój bark? 
- A jak sądzisz? Po jaką cholerę się na to zgadzałaś? 
- Miałam pozwolić mu by cię rozszarpał?
- Poradziłbym sobie!
- Jak zawsze!
Spojrzałam spode łba na jego twarz i wiedziałam, że to on chce mnie zabić i rozerwać na strzępy. 
- Kto to był? - ponownie zapytał Liam
Jako jedyny nie odpuszczał żądania wytłumaczenia mu zaistniałej sytuacji. Zarówno ja jak i Damon zignorowaliśmy chłopaka, znowu. 
- Gdzie w tym wszystkim jest Stefan? - zapytał
- Próbuje się dowiedzieć tego od kilku dni, nie pomagasz. - syknęłam
- Więc może idź do Klausa. On z pewnością ci pomoże! 
- Może powinnam! 
- Powinnaś powiedzieć mi prawdę gdy pytałem cię w drodze z lotniska!
Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale równie szybko je zamknęłam zrezygnowana jego słowami. 
Był zły, wściekły za to, że nie powiedziałam mu prawdy. 
- Chciałam cię tylko ochronić. 
- To nie mnie trzeba chronić, tylko ciebie! - wrzasnął po raz kolejny tego wieczoru
- Nie traktuj mnie jak dziecka!
- Kim jest ten cały... Klaus? - zaczął znowu swoje jeden z chłopaków
- Zamknij się! - krzyknęłam na niego razem z Damonem
Po chwili Damon znów się do mnie odezwał.
- Obiecałem twojej matce na łożu śmierci, że nie pozwolę by ktoś lub coś wplątało cię w to bagno. Obiecałem jej, że będę cię chronił. - ostatnie zdanie cicho dopowiedział gdy z mojej twarzy zaczęłam odpływać krew.

Rozdział 13. ♥

- Co udało ci się ustalić? - zapytał gdy pomagałam mu spakować walizki do bagażnika
- W sprawie zniknięcia krwi?
- Tak, Caroline. - powiedział poirytowany
- Wiem, że ci chłopcy z Europy byli w niej tego dnia. Stefana nie było cały dzień w domu. Rozmawiałam z nim chwilę gdy wróciłam do domu. 
- O której?
- Nie pamiętam, może trzecia lub czwarta nad ranem. 
- A gdzie byli pozostali przez większość dnia?
- Gdy kazałeś sprawdzić mi piwnicę, zapasów już nie było. Tak jak nie było Stefana, Liama, Nialla, Zayna i Louisa. W domu był tylko jeden. Harry. Powiedział mi, że reszta pojechała do grilla. 
- Byli tam?
- Tak, sprawdziłam to. 
Rzucając mu kluczyki przez auto wsiedliśmy do środka i odjechaliśmy z piskiem opon. Zapięłam pasy i zaczęłam patrzeć na mijające nas z naprzeciwka samochody. 
- Myślisz, że to on? - zapytałam po dziesięciu minutach ciczy
- Kto? Harry?
- Nie, Stefan.
- Daj spokój. To nie mógł być on.
- Dlaczego nie? Cały dzień nikt go nie widział. Od trzech dni chodzi jak nabuzowany. 
- To nie powód by go oskarżać o takie rzeczy. Wiesz co było w latach '20 i wiesz też, że więcej nie powtórzy tego błędu. 
- Wrócenie do bycia rozpruwaczem nie ogranicza się do nienauczenia się na klasówkę z angielskiego! - powiedziałam zła podniesionym głosem. 
- Caroline! - warknął na mnie ostrzegawczo
Fuknęłam głośno i zakładając ręce na piersi usiadłam ciężko w fotelu. 
Po kilku następnych minutach napiętej ciszy spojrzał na mnie i zjechał na pobliski parking. 
- Wysiadaj. - rzucił do mnie
Niechętnie odpięłam pasy i otwierając ciężkie drzwi wysiadłam z samochodu. 
- Co?! 
- Ustalmy sobie parę rzeczy. - powiedział
- Ustalmy sobie parę rzeczy?! Chyba oszalałeś. To, że Stefan...
- Oskarżasz go o coś czego nie zrobił.
- Skąd możesz wiedzieć, że tego nie zrobił?! Nie było cię przez cały ten czas.
- Uspokój się! Ok, załóżmy że masz rację, co wtedy?
- Odzwyczaimy go.
- A co jeżeli się myślisz?
- Wtedy...
- Dla twojego przypomnienia -przerwał mi- po raz kolejny.
Kiedy nic nie powiedziałam, Damon znów zabrał głos
- Ok, wiem że się niezbyt lubimy, ale do cholery mieszkamy pod jednym dachem i nie możesz oskarżać wszystkich o wszystko. 
- Londyn tak bardzo cię zmienił?
- To nie czas na żarty. Chcesz mi jeszcze o czymś powiedzieć póki jesteśmy sami?
- Mam w szkole nowego nauczyciela i chyba wie o naszej rodzinie.
- Zaciekawiłaś mnie. - przyznał
Opowiedziałam mu o reakcji nauczyciela na moje nazwisko, jak zaczął o wszystko pytać.
- Zajmę się nic. - obiecał 
- Świetnie, a teraz jedźmy do domu. - odwróciłam się i ruszyłam w stronę samochodu kiedy jego głos znów mnie zatrzymał
- Zaczekaj. Jest coś jeszcze o czym muszę wiedzieć?
- Nie - powiedziałam nawet się nie odwracając.



Mijając ostatni zakręt Damon zaparkował przed domem. Wyłączył silnik i spojrzał na mnie.
- No co? - zapytał
- Ktoś podbiera pieniądze. - spojrzałam znacząco na niego
- Na mnie nie patrz. Wiesz, że korzystam ze swojego konta. 
- Tak, ale..
- Dramatyzujesz.
Zostawiając mnie w samochodzie ruszył na tył samochodu i uprzednio zabierając torbę wszedł do domu nawet się za mną nie oglądając.
- Nie. - powiedziałam w pustkę - To coś innego. 


Zaglądając w każdy kąt pensjonatu szukałam Stefana. Zdesperowana zajrzałam nawet do schowka gdzie nikt nie zaglądał od wielu tygodni. 
- Znów go mnie ma, może ... - zaczęłam wchodząc do salonu 
Umilkłam w chwili, gdy dostrzegłam jednego członka za dużo. 
- ... miałam racje. - dokończyłam ciszej
Damon stał kilka metrów ode mnie z skrzyżowanymi na piersi rękami. Powiedzenie, że był wściekł mogło być wielkim niedopowiedzeniem w tym momencie. Wzrok utkwiony miał w naszym gościu i wiedziałam, że kroi się coś niedobrego. 
- Mamy gościa. - poinformował mnie Damon
Kiedy chciałam rzucić kąśliwą uwagę w jego stronę moja uwaga od niego została odciągnięta.
- W zasadzie to... Caroline, wyjaśnił bratu dlatego tu jestem. 
Podrapałam się po brwi i spojrzałam wściekła na Klausa.
- Uummm, to on dostarczył zapasy. - wytłumaczyłam ogólnie
- TY... CO?! - wrzasnął
Kątem oka zobaczyłam jak blondyn wzdryga się na jego głos. 
- Czy ciebie do końca... 
- Chcesz chcesz Klaus? - zapytałam się go zła
- Zapłaty. - rzucił krótko
- Precyzja nie jest chyba twoim drugim imieniem. 
- Wiesz czego chce, Caroline. 
- Mów czego chcesz, albo się wynoś! - syknęłam
Odłożył z hukiem szklankę z niedopitym burbonem i podszedł do mnie bardzo blisko. Ogarnął mi włosy z policzka i szyi, a ja przerażona wstrzymałam oddech. 
- Chce w zamian twojego miejsca w radzie. - szepnął prosto do mojego ucha

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 12. ♥

Caroline's POV

Rozglądając się po wnętrzu jego ogromnego domu prawdopodobnie zaczęłam rozumieć w jakie bagno się wpakowałam. Nie przerażało mnie to, że zaraz mogę zostać zabita, ale to co chcę mu powiedzieć. Bałam się jego reakcji, bardziej niż czegokolwiek. 
- Woda. - zakomunikował podając mi szklankę przejrzystego płynu
- Dzięki. - szepnęłam zachrypniętym głosem 
Biorąc łyk powróciłam do przyglądania się obrazą wiszącym na ścianach. Byłam dobra na plastyce, lepsza niż przeciętni, ale nigdy nie widziałam w podręczniku żadnego z nich. Wiedziałam, że Klaus jest kolekcjonerem i nigdy nie robił niczego bezinteresownie. 
- Jak długo zostaniesz w Mystic Falls?
- Dłużej niż byś chciała.
Kolejny minus - nie lubił mnie.
- Dobra słuchaj... Potrzebuje pomocy. 
- A co grozi ci więzienie? - zapytał siadając w fotelu
- Gorzej. - powiedziałam bardziej di siebie niż do niego. 
- Czego konkretnie Ci potrzeba?
- Krwi. 
Spojrzał na mnie po czym wybuchnął śmiechem.
- Naprawdę za dużo wypiłaś, dziecko. 
- Ratuję tyłek moim braciom, nie możesz być tak wspaniałomyślny i raz pomóc kobiecie? - zapytałam
- Wierz mi, w swoim życiu pomogłem wielu kobietom i żadna z nich nie okazała mi wdzięczności. 
- Może nie zasłużyłeś na okazanie wdzięczności. Ludzie nie są psami, którzy będą okazywać ci lojalność do końca swoich dni. 
- Powinnaś już iść. - powiedział wstając
- Klaus, proszę... - spróbowałam innej taktyki
- Do widzenia, Caroline. - przerwał mi twardo.



Zamykając za sobą drzwi w domu skierowałam się do salonu. Napotykając wzorkiem zegar ścienny, który wskazywał 3 w nocy cicho fuknęłam. Byłam na siebie wściekła. Wściekła za to, że nie udało mi się namówić Klausa i za to, że tak cholernie się upiłam. 
- On mnie zabije. - powiedziałam do siebie ciężko siadając w salonie
- Kto cię zabije? 
Odwróciłam gwałtownie głowę. Stefan. 
- Przestraszyłeś mnie. - uśmiechnęłam się, ale on tego nie odwzajemnił.
- Coś cię trapi? - zapytał patrząc na mnie nieufnie 
- Tak, nowy nauczyciel mnie trapi, Stefan. 
- Jesteś pijana. 
- Nie, oczywiście, że nie jestem pijana.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał
- Pójdę spać. Jestem cholernie zmęczona, a jutro czeka nas bardzo ciężki dzień, braciszku. 
Poklepałam go po ramieniu i udałam się na górę do swojego pokoju. 



Budząc się następnego ranka zaczęłam szukać swojego telefonu.
- Gdzie jesteś do cholery? - zapytałam wściekła na małe urządzenie
Po chwilo szukanie usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Wyjmując go z prawej kieszeni skórzanej kurtki otworzyłam nadesłaną wiadomość.

 - Gdyby jeszcze było za co.
Spoglądając na godzinę upewniłam się tylko w przekonaniu, że pozostało mi nie całe 60 minut życia. Będę skończona tak jak i moja rodzina. 
Biorąc głęboki oddech spojrzałam na siebie w lustrze i zbierając ubrania z zeszłego wieczoru udałam się do łazienki. Wrzucając brudne ubrania do szybu zdjęłam pozostałe ubrania i weszłam pod prysznic.



Ubrana w wysokie szpilki, białe spodnie i czarną bluzkę na grubych ramiączkach zeszłam na dół. Fakt wyglądałam poważnie jak na swój wiek, ale otwierając lodówkę zastanawiałam się co powiedzieć szeryfowi. Coś w stylu 'Ktoś zwinął krew, tak mi przykro' będzie odpowiednie. Biorąc karton mleka zamknęłam lodówkę i wypiłam połowę jego zawartości. Zabierając już tylko kluczyki do samochodu Damona wyszłam do garażu szykując się na rzeźnię. 


- Caroline. Miło, że jesteś. 
Otwierając drzwi nie spodziewałam się takie entuzjastycznego przywitania. 
- Pani szeryf. - skinęłam głową w jej stronę - Musimy porozmawiać.
- Naturalnie, siadaj moje drogie dziecko. 
Spojrzałam na nią ukrywając zdziwienie, ale w środku jedna myśl goniła za drugą. Co do cholery się wydarzyło?
- To bardzo miłe z twojej i pana Klausa strony, że postanowiliście wesprzeć tutejszy szpital krwią. Wszyscy wiemy jaki sekret skrywacie, ale nie ukrywam również, że jesteście nam bardzo potrzebni.
- O czym pani mówi? - zapytałam
- Och... nie wiesz? Może pan Klaus chciał zrobić ci niespodziankę. - zaczęła - Twój towarzysz dostarczył dzisiejszego ranka 100 litrów krwi - szepnęła
- 100 litrów?
- Tak, znak dobroczynności z twojej strony i z jego strony. Przyniósł dwa razy tyle ile oczekiwaliśmy. To.. - szukała odpowiedniego słowa - zaskakujące. 
- Tak - zgodziłam się z nią - to zaskakujące, nawet bardzo.
- Już dzwoniłam do twojego brata dziękując mu za cel od niego. 
- To miłe. Przepraszam, ale czy mamy jeszcze coś do omówienia?
- Nie, Caroline. 
Wstała, a ja razem z nią wymieniłyśmy się uściskami rąk. Na odchodne przypomniała mi tylko o najbliższym zebraniu rady, na które powinnam się stawić.



Siedząc w samochodzie wyciągnęłam telefon, ale tam znów czekała na mnie wiadomość. Tym razem od Damona. 

Wyjeżdżając z wschodniej części parkingu policyjnego skierowałam się na północ główną drogą. Pierwszy raz w swoim życiu cieszyłam się na spotkanie z Damonem. Najwyższy czasy by on zajął się tym bagnem.  

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 11. ♥

Caroline's POV

Rozglądając się po barze szukałam pozostałych chłopaków. Nie mogąc ich znaleźć ruszyłam prosto do baru gdzie mogłam dowiedzieć się wszystkiego o dzisiejszych bywalcach baru. Czując za sobą obecność Stylesa podeszłam do lady. 
- Antoni! -krzyknęłam przekrzykując muzykę. Chłopak spojrzał w moją stronę, ale nie bezpośrednio na moją osobę. Chcąc zakomunikować mu, że to a go wzywam podniosłam rękę w górę. Dostrzegając mnie uśmiechnął się i podszedł do mnie. 
- Cześć - przywitał się pochylając się by dać mi buziaka w policzek
- Jest Matt?
- Nie, wziął wolne. - poinformował.
Cholera.
- Potrzebuję paru informacji. 
Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale po chwili namysłu nachylił ucho w moją stronę. Zapytałam go kolejno czy widział czterech młodych chłopaków, który niedawno wprowadzili się do miasta. Pokazał mi róg sali jednocześnie wskazując gdzie są.
- A Klaus? Klaus Mikaelson?
- Nie widziałem go od trzech dni, co trochę mnie zdziwiło biorąc pod uwagę fakt, że ubiegłego piątku wypił prawie całe zapasy. 
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i ruszyłam we wskazanym mi wcześniej miejscu. 
Odchodząc od baru skierowałam się ścianą na tyły baru chcąc uniknąć tłumu, który gnieździł się praktycznie w centrum. Kilka chwil później znalazłam ich grających w bilard z jakąś dziewczyną. Jane Shepart. Stanęłam za nią i delikatnie popukałam po ramieniu. 
- To mój rewir, skarbie. - powiedziałam do niej gdy się odwróciła - Spadaj do swojego chłopaka. 
Zmroziła mnie wzorkiem, ale posłusznie zeszła mi z drogi zamierając po drodze czerwony płaszcz. Spojrzałam na wstawionych już chłopaków, i zastanawiałam się kto sprzedał im piwo. 
- Musimy pogadać. - powiedziałam 
Ze względu na specjalne panele zawieszone na ścianie tyły baru były jednym z najcichszych miejsc w tym barze. 
- Co jest? - zapytał Louis
- Wchodziliście dzisiaj do piwnicy? - zapytałam
- Szukaliśmy spiżarni. - poinformował mulat
- Znaleźliście coś ciekawego?
- Nic oprócz myszy i kurzu. 
- Żadnych strasznych rzeczy?
- Caroline, dobrze się czujesz? - zapytał Liam a oni spojrzeli na mnie podejrzliwie.
- W porządku. - odpowiedziałam na jego pytanie. 
Nagle głowy połowy ludzi w klubie odwrócone zostały ku wejściu do baru. A pośród damskiej części usłyszeć można było jęki zachwytu. Nie rozglądając się ruszył prosto do baru gdzie po chwili usiadł i przywołał Antoniego. 
- Umm.. wracajcie do zabawy. - powiedziałam do chłopaków. 
Nie czekając na ich odpowiedź ruszyłam tą samą drogą, którą tutaj przyszłam. Wykorzystując moment, że Klaus siedział tyłem zajęłam miejsce w najbardziej ciemnym kącie przy ladzie. Wychylając się przez ladę chwyciłam do połowy opróżnioną już butelkę wódki i pociągnęłam łyk prosto z butelki. 
Rozglądając się po barze oceniałam charakter ludzi bawiących się kilka metrów od niej. Nie wiem ile mi to zajęło ale po woli zaczęłam zapominać po co tak naprawdę tu przyszłam. Kiedy skończyłam oceniać wszystkich zaczęłam wymyślać im historie życia, zgadywałam ich biografie, ile mają lat. 
Kończąc butelkę przywołałam Antoniego i poprosiłam o kolejną porcję alkoholu.
- Wystarczy ci. - powiedział
- Burbon, kochanie. 
Kręcąc głową oddalił się ode mnie, ale podał to czego zażądałam. Wypijając na raz zawartość szklanki odstawiłam ją powoli spowrotem. 
- Może drinka? - usłyszałam
- Och.. to ty. - odpowiedziałam odwracając wzrok od nowego towarzysza. 
Oby tak dalej, Caroline. 
- Więc Klaus, powiedz mi.
- Co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Czemu zawsze cła wina spada na mnie?
- Uważasz, że nie słusznie, Caroline?
- Nie zrobiłam nic złego.. to znaczy nie teraz, ale wiesz jak to jest. - zaczęłam bełkotać. 
- W co się wpakowałaś?
- Dlaczego uważasz, że w coś się wpakowałam?
- Inaczej nie siedziałabyś tutaj i opróżniała samotnie butelki alkoholu.
- Ty tak robisz to znaczy że też coś nabroiłeś?
Zaśmiał się z mojego pytania, a ja nagle wstałam podtrzymując się lady. Szukając po spodniach pieniędzy wyciągnęłam na ladę stu dolarowy banknot i zostawiając go wyciągnęłam kluczyki a po chwili ruszyłam w stronę wyjścia z Grilla. Niejednokrotnie potykając się po drodze w wreszcie dotarłam do wyjścia i odnalazłam swój samochód. Chcąc włożyć je właśnie do zamka niespodziewanie mi upadły.
- Kurwa. - warknęłam i schyliłam się by je znaleźć, ale nigdzie ich nie było. 
- Tego szukasz? 
Podniosłam wzrok i znów go ujrzałam.
- Śmiem twierdzić, że mnie prześladujesz. 

Rozdział 10. ♥

Caroline's POV


Wychodząc z pomieszczenia miałam świadomość, że zostałam wrobiona przez starszego Salvatore'a i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie dam mu się podejść w ten sposób. Wychodząc z piwnic skierowałam się prosto do swojego pokoju gdzie wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w czarne rurki i zwiewną niebieską bluzkę na grubych ramiączkach. Wracając do salonu wzięłam swojego białego laptopa i weszłam na konta bankowe w celu zorganizowaniu kolejnego miesiąca życia w pensjonacie. Patrząc na rachunki do zapłacenia wcale nie dziwiłam się kosmicznymi liczbami jakie zobaczyłam na ekranie komputera. Wzdychając głośno wykonałam odpowiednie by za nie zapłacić. Patrzyłam jak pieniędzy na koncie upływa i zaczęłam się zastanawiać czy bez dodatkowych przelewów starczy na wyżywienie pozostałych domowników. 900 dolarów - taka kwota ukazała się na sam koniec. Stefan pomimo tego, że nie musiał jeść ludzkiego jedzenia musiał zachowywać pozorny wśród pozostałych, to takie męczące. Z budżetu mogłam wyliczyć Damona, który obecnie wyjechał do Europy, ale na jak długo? Za ile wróci? Zaczęłam zastanawiać się czy jego też uwzględnić, lecz po kilku minutach postanowiłam, że tego nie zrobię. Wyciągając z torby notes i ołówek zaczęłam wszystko kalkulować. 
- Niewiele ponad 120 dolarów na osobę. - powiedziałam sama do siebie. 
120 dolarów na cały miesiąc, co daje 4 dolary na dzień.
- Za mało. - dodałam
Kręcąc głową weszłam na swoje konto i sprawdziłam stan swojego konta. Na szczęście on się nie zmienił, ponadto niedługo powinnam dostać pieniądze z ostatniej sesji we Francji, na którą ciężko pracowałam. Kiedy chciałam właśnie przelać trochę pieniędzy na wspólne konto ktoś zadzwonił do drzwi. 
- Ja otworzę. - usłyszałam
Spojrzałam na wejście do salonu i spostrzegłam, że w kierunki drzwi idzie właśnie Harry. Wylogowując się z konta bankowego odłożyłam laptopa obok siebie i wstałam ze swojego miejsca kierując się za chłopakiem. Będąc za rogiem, byłam już w stanie usłyszeć fragment ich rozmowy.
- Ale dlaczego jej szukacie? - zapytał loczek
- Musimy z nią porozmawiać, proszę pana. 
- Nic nie zrobiła. - zaczął mnie bronić Harry nie świadomy po co przyszli. 
Podchodząc do nich dałam znak chłopakowi, że sobie poradzę. Odsunął się parę kroków w tył i oparł o ścianę informując mnie, że nigdzie się nie wybiera. 
- Pani szeryf - przywitałam się
- Caroline. - odpowiedziała - Wiesz po co przyszliśmy? 
- Tak, brat zdążył mnie poinformować, ale myślę iż dzisiaj nie będzie to możliwe. 
- Damon powiedział, że...
- Damon mówi wiele rzeczy, pani szeryf. - przerwałam jej - Wystąpiły pewne nieprawidłowości, jutro w południe dostarczę dostawę osobiście.
- Rozumiem i poinformuj mnie, gdyby zaszły kolejne nieprawidłowości. 
- Dziękuję za wyrozumiałość.
Pożegnałam się z nią i czworgiem innych policjantów po czym zamknęłam masywne drzwi. Czekając chwilę pod drzwiami odczekałam aż odejdą i wyciągnęłam telefon wybierając ostatnio używany numer. Oczekując na odebranie połączenia podeszłam do okna i obserwowałam jak wsiadają w dwie terenówki i po chwili jedna za drugą odjeżdżają.
- Znów mi przeszkadzasz, naucz się skarbie, że gdy dzwonisz to...
- Zniknęło, wszystko zniknęło. - przerwałam mu 
- Co?! - wydarł się
- Nie ma ani torebki, nic. 
- Dlaczego dzwonisz dopiero teraz?! Wysłałem ci smsa cztery godziny teraz! Cztery godziny zajęło ci liczenie tego?!
- Myślałam, że mnie wkręcasz. Sprawdziłam to, ale lodówka była pusta. - powiedziałam cicho by chłopak nadal opierający się o ścianę nic nie usłyszał - Odpuściłam, dopiero później przyszła szeryf i chciała wszystko zabrać. - wytłumaczyłam
- Niech cię cholera Caroline!
- Gdzie to jest w takim razie?
- Mnie się pytasz? Zapytaj się tych młodzików, z którymi mieszkami może oni węszyli po piwnicy.
- Co teraz? - zapytałam cicho
- Zadzwoń do Klausa, spotkaj się z nim i powiedz czego chcesz. Musisz to zdobyć, wymyśl coś, do cholery. Zawaliłaś na całej linii.
- Więc to teraz moja wina?! Myślisz, że to ja wzięłam?! - mówiłam głośno i wściekle.
- Nie mam pojęcia kto to wziął, po prostu zdobądź to zanim szeryf wyda nas radzie. 
Kiedy próbowałam przemówić mu do rozumu i zadać kolejne ważne pytanie on perfidnie się rozłączył. Wściekła ścisnęłam telefon w ręce i cisnęłam do tylnej kieszeni swoich spodni. Gdzie do cholery jest Stefan kiedy najbardziej jest mi potrzebny?! 
- Co się dzieje? - zapytał chłopak ostrożnie
- Gdzie reszta?
- Pojechali do Grilla godzinę temu. 
Słysząc to od razu wzięłam swoje kluczyki i ruszyłam w stronę frontowych drzwi zakładając po drodze ulubione szpilki. 
- Dokąd idziesz?
- Do Grilla. - odpowiedziałam
- Jadę z tobą. - powiedział zabierając portfel 

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 9. ♥

Caroline POV's


- Gdzie Stefan? - zapytałam
Wchodząc do salonu po południowym treningu miałam rzeczywisty plan jak przeprowadzić rozmowę z Stefanem będąc jednocześnie na zwycięskiej pozycji. 
- Chyba jeszcze nie wrócił ze szkoły. - odpowiedział blondyn na moje zadane pytanie
- Dziwne. - skitowałam
Pogrążona w myślach chciałam zadać kolejne pytanie blondynowi, ale uprzedił mnie dzwonek mojego telefonu.
- Caroline Salvatore - powiedziałam odbierając połączenie
- Damon Salvatore, ósmy cud świata. - odpowiedział sarkastycznie
- Bardzo zabawne.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia po kilku dniach kompletnej ciszy?
- Czego chcesz?
- Co się dzieje z moim bratem?
- Też właśnie próbuję się tego dowiedzieć.
- Nie ma go w pensjonacie?
- Nie, dopiero wróciłam z treningu. Da mi odpocząć - warknęłam
- Uhu.. ktoś tu ma zły humor.
- Streszczaj się. - ponagliłam
- Szeryf Forbes wpadnie do was dziś wieczorem.
- Po co?
- Zabierze zapasy krwi z piwnicy. - powiedział wyraźnie
- Co?! - zapytałam zdenerwowana patrząc na zaciekawionego Horana
- Nie będzie mnie jeszcze kilka dobrych dni, wiesz dobrze, ze lodówka w piwnicy ostatnio szaleje. Nie chcę, żeby przepadło 50 litrów świeżej krwi.
- Postanowiłeś być nagle tak wspaniałomyślny?
- Powinnaś brać ze mnie przykład.
- Nigdy.
Zdawało mi się, że dzięki wyjazdowi Damona do Europy poziom naszej nienawiści znacznie osłabł. A może Damon po raz kolejny grał faceta zbyt miłego by coś dla niego zrobić. 
- Więc pomożesz mi czy mam dobijać się do Stefana?
- A jakiego rodzaju pomocy potrzebujesz?
- Wyślę ci sms-em ile jest krwi z każdej grupy, musisz to przeliczyć i osobiście wręczyć w ręce pani szeryf.
- Zawarłeś z nią jakąś kolejną, chorą umowę?
- Co? Nie.
- Jasne.
- Więc?
- Ok, czekam na sms-a.
 Nie czekając na jego pożegnanie zerwałam połączenie i nalałam sobie wody mineralnej do szklanki stojącej na barku. 
- Kto to był?
Spojrzałam na niego podejrzliwie lecz po chwili mój wzrok dokładnie go prześwietlał, chłopak widząc to delikatnie się zaczerwienił.
- Przepraszam, nie powinno mnie to interesować.
- Masz rację, nie powinno. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy 
Patrząc jak spuszcza wzrok zabiera swoje podręczniki i powoli zmierza ku wyjściu. Boże.
- Przepraszam, nie powinnam być dla ciebie taka oschła. To był Damon. Zostań tu ze mną proszę. - zatrzymałam go 
Niebieskooki blondyn spojrzał na mnie niepewnie, ale po chwili wrócił na swoje poprzednie miejsce i usiadł niedaleko mnie. 
- Napijesz się czegoś? - zapytałam z grzeczności. 
- Wody. - powiedział nadal onieśmielony
 Nalałam mu 3/4 przezroczystego płynu i podałam popijając zawartość swojej. 
- Jak podoba ci się w naszej szkole?
- Jest pozytywna - odpowiedział szczerze- Trochę inna niż w Irlandii.
To takie oczywiste, Niall.
Zaśmiałam się cicho z jego odpowiedzi. Wyciągając telefon po raz kolejny spojrzałam na godzinę. 16:36 - co z tobą Stefan?! Gdzie do cholery jesteś?!
- Gdzie byłaś gdy umierał twój wujek?
Spojrzałam na niego, zaskoczona jego nagłą otwartością.
- We Francji, spełniałam marzenia.
- Żałujesz?

- Nie, nigdy nie żałowałam swoich wyborów.
- Dlaczego jesteś taka silna?

- Wcale nie jestem silna, musisz mnie po prostu lepiej poznać.
Patrząc na reakcję współlokatora próbowała odczytać coś z jego oczu, jakieś emocje, cokolwiek. W jego towarzystwie poczuła się odarta z prywatności po raz pierwszy od... zawsze. Wibracje telefonu oznajmiające przyjście nowej wiadomości wyrwały mnie z zamyślenia.
- Przepraszam. 

Wyciągając telefon odczytała wiadomość od Damona. Szczegółowe informacje tylko zniechęciły ją do pomocy przyszywanemu bratu i prawnemu opiekunowi, ale żadne z nich nigdy się tak nie traktowało.
Czytając wiadomość ponownie wzięła głęboki oddech i skierowałam się do wyjścia.
- Muszę coś załatwić, porozmawiamy przy kolacji. 
Wychodząc z salonu skierowała się 100 metrów na lewo i dopiero wtedy skręciła w kolejny korytarz prowadzący do piwnicy. Schodząc po kamiennych i zimnych schodach wgłąb ziemi po raz pierwszy tego dnia zaczęła przeklinać swój strój. Zwiewna sukienka wystarczyła by zwykły nieśmiertelnik zmarł do szpiku kości, może właśnie dlatego Damon wykorzystywał piwnicę jako chłodnię do przechowywania zapasów krwi. Idąc wzdłuż okratowanych masywnych drzwi te mury zdradzały zbyt wiele dla człowieka, który nie pojęcia o drugim świecie w jakim żyjemy. Odsuwając zasuwę z głośnym brzękiem otworzyłam drzwi na całą szerokość i weszła do pomieszczenia zapalając po drodze ledową zarówkę. Po raz kolejny czytając wiadomość otworzyłam pokrywę zamrażalnika, która w krótkim czasie została przystosowana do potrzebnych warunków.
- Śmiechu warte, Damon. Nabrałeś mnie. - powiedziałam do siebie na głos.
Patrząc na zawartość zamrażalnika zaśmiałam się i zatrzasnęłam pokrywę.