niedziela, 26 stycznia 2014

rozdział 17 ♥

- Musisz zidentyfikować ciało. - powiedziała uspokajając mnie 
- To Lydia?
- Ty musisz nam to powiedzieć.
Skinęłam delikatnie głową dając jej znak, że jestem gotowa. Obserwowałam jak sięga do czarnego suwaka i pociąga go w dół ukazując kolejne partie ciała. Po chwili moim oczom ukazała się sina dziewczyna z wieloma zadrapaniami na ciele. 
- Odsłoń dalej. - powiedział do niej Damon
Szeryf ponownie pociagnęła za suwak odsłaniając tym razem zarówno jej szyje jak i obojczyk. 
- To nie Lydia. - poinformowałam cicho czując wielką ulgę.
- Czy to... - zaczął Damon
- Znaleźliśmy jej ciało na środku jeziora. Zobaczcie. - przekręciła głowę trupa ukazując jej rozszarpaną szyję
- Wampir? - zapytałam
- Tego nie wiemy, Caroline. To równie dobrze mogło być zwierzę. 
- Nie wierze w przypadki - powiedziałam nie odrywając wzroku od szyi dziewczyny - nie w tym mieście. 
- Te dzieciaki - wskazał głową na osoby stojące za taśmą policyjną - powinny znaleźć się w domach przed zachodem słońca. 
- Damon... - zaczęła Carol
- Nie wiemy czy to dzikie zwierze czy wampir. Chcesz mieć kolejne osoby na sumieniu? - zapytał zdenerwowany
Patrzyli sobie chwile w oczy po czym policjantka przywołała do siebie swojego zastępce. 
- W przeciągu 20 minutach mają stąd zniknąć wszyscy nastolatkowie. Przepędź gapiów i powiedź im by nikt nie wychodził samotnie na ulice. 
- Czy... 
- Wykonać. - ucięła dyskusję między nimi i zasunęła suwak czarnego jak węgiel worka. 



Mijały kolejne godziny, a ja zastanawiałam się co ważnego przeoczyłam. Jaki ważny szczegół mi umknął? Co zrobiłam źle? Co źle zinterpretowałam? Gdzie popełniłam błąd?
Oparta o pobliski samochód wpatrywałam się z krzyżowanymi rękami przed siebie obserwując nurków znikających co chwila w tafli ciemnego jeziora. Niedługo po zabraniu ciała znalezionej dziewczyny szeryf zdecydowała o przeszukaniu jeziora. Szukaliśmy Lydii wszędzie... bez skutku. Jezioro było tylko ostateczną opcją, na którą właśnie przyszedł czas. Lydia może potrzebowała teraz mojej pomocy, a ja stałam bezczynnie nie wiedząc co dalej począć. 
Z kolejnym podmuchem wiatru do mojej głowy wdarł się krzyk przerażonej matki, która zobaczyła ciało swojej córki. Nagle zaczęłam się zastanawiać jak głośno będzie krzyczał Stiles, gdy nie znajdziemy Lydii. 
Początki naszej znajomości sięgają dzieciństwa kiedy to bawiliśmy się razem na pobliskim placu zabaw. Pamiętam jak mając po 8 lat rozbiliśmy namioty w ogródku Stilesa i obiecaliśmy sobie, że kiedyś razem zamieszkamy i nic nie będzie w stanie nas rozdzielić. 
Zdaje się, że jednak są rzeczy, które mogą nas rozdzielić... jeżeli już tego nie zrobiły. 
- Caro.
Potem nastała szkoła i ludzie próbujący wkraść się w nasze łaski. Nawet nauczyciele, który próbowali nas rozdzielić twierdząc, że nasza przyjaźń nie jest normalna. Potem spotkała nas śmierć matki Stilesa, jego napady paniki, gdy zostawał sam gdy zbyt dużo o nie myślał gdy z nami nie rozmawiał. Dusił się. To wypalało go od środka i dopiero teraz widzę jak śmiercionośne to dla niego było. Dorośli nigdy nie rozumieli naszej potrzeby przebywania ze sobą. 
- Caroline.
Jestem niemalże pewna, iż już dawno oszalałabym gdyby nie ta dwójka. Równie dobrze pamiętam jak Stefan zabierał co trzeci tydzień do pobliskiego kina i lunaparku. 
- Caroline Salvatore!
Rodzice Stilesa i Lydii wierzyli w naszą przyjaźń patrząc z podziwem na nas i mówiąc, że ta przyjaźń przetrwa aż po grób.
- Hej, Caroline! - mocne szarpnięcie przywołało mnie do szarej rzeczywistości. 
Spojrzałam nieprzytomnym wzrokiem na swojego towarzysza.
- Niczego nie znaleźli w jeziorze. - poinformował
- To dobrze. 
- Myślisz o niej, prawda? - zapytał opierając się obok mnie
- O naszej trójce, Stiles. Wiesz... - zaczęłam niespokojnie - zastanawiałam sie co by było gdyby nie te wszystkie lata naszej przyjaźni. 
Kątem oka wiedziałam jak patrzy przed siebie zamyślony. Dołączyłam do niego. Po kilku minutach ciszy się odezwał. 
- Lydia prawdopodobnie szalała by teraz po centrum handlowym, ty byłabyś wampirem, a ja już dawno by nie żył. 
- Nie po raz pierwszy ratujemy sobie życie. 
- Moje życie zostało uratowane, twoje też...
- Teraz czas na Lydię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz