niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 11. ♥

Caroline's POV

Rozglądając się po barze szukałam pozostałych chłopaków. Nie mogąc ich znaleźć ruszyłam prosto do baru gdzie mogłam dowiedzieć się wszystkiego o dzisiejszych bywalcach baru. Czując za sobą obecność Stylesa podeszłam do lady. 
- Antoni! -krzyknęłam przekrzykując muzykę. Chłopak spojrzał w moją stronę, ale nie bezpośrednio na moją osobę. Chcąc zakomunikować mu, że to a go wzywam podniosłam rękę w górę. Dostrzegając mnie uśmiechnął się i podszedł do mnie. 
- Cześć - przywitał się pochylając się by dać mi buziaka w policzek
- Jest Matt?
- Nie, wziął wolne. - poinformował.
Cholera.
- Potrzebuję paru informacji. 
Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale po chwili namysłu nachylił ucho w moją stronę. Zapytałam go kolejno czy widział czterech młodych chłopaków, który niedawno wprowadzili się do miasta. Pokazał mi róg sali jednocześnie wskazując gdzie są.
- A Klaus? Klaus Mikaelson?
- Nie widziałem go od trzech dni, co trochę mnie zdziwiło biorąc pod uwagę fakt, że ubiegłego piątku wypił prawie całe zapasy. 
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i ruszyłam we wskazanym mi wcześniej miejscu. 
Odchodząc od baru skierowałam się ścianą na tyły baru chcąc uniknąć tłumu, który gnieździł się praktycznie w centrum. Kilka chwil później znalazłam ich grających w bilard z jakąś dziewczyną. Jane Shepart. Stanęłam za nią i delikatnie popukałam po ramieniu. 
- To mój rewir, skarbie. - powiedziałam do niej gdy się odwróciła - Spadaj do swojego chłopaka. 
Zmroziła mnie wzorkiem, ale posłusznie zeszła mi z drogi zamierając po drodze czerwony płaszcz. Spojrzałam na wstawionych już chłopaków, i zastanawiałam się kto sprzedał im piwo. 
- Musimy pogadać. - powiedziałam 
Ze względu na specjalne panele zawieszone na ścianie tyły baru były jednym z najcichszych miejsc w tym barze. 
- Co jest? - zapytał Louis
- Wchodziliście dzisiaj do piwnicy? - zapytałam
- Szukaliśmy spiżarni. - poinformował mulat
- Znaleźliście coś ciekawego?
- Nic oprócz myszy i kurzu. 
- Żadnych strasznych rzeczy?
- Caroline, dobrze się czujesz? - zapytał Liam a oni spojrzeli na mnie podejrzliwie.
- W porządku. - odpowiedziałam na jego pytanie. 
Nagle głowy połowy ludzi w klubie odwrócone zostały ku wejściu do baru. A pośród damskiej części usłyszeć można było jęki zachwytu. Nie rozglądając się ruszył prosto do baru gdzie po chwili usiadł i przywołał Antoniego. 
- Umm.. wracajcie do zabawy. - powiedziałam do chłopaków. 
Nie czekając na ich odpowiedź ruszyłam tą samą drogą, którą tutaj przyszłam. Wykorzystując moment, że Klaus siedział tyłem zajęłam miejsce w najbardziej ciemnym kącie przy ladzie. Wychylając się przez ladę chwyciłam do połowy opróżnioną już butelkę wódki i pociągnęłam łyk prosto z butelki. 
Rozglądając się po barze oceniałam charakter ludzi bawiących się kilka metrów od niej. Nie wiem ile mi to zajęło ale po woli zaczęłam zapominać po co tak naprawdę tu przyszłam. Kiedy skończyłam oceniać wszystkich zaczęłam wymyślać im historie życia, zgadywałam ich biografie, ile mają lat. 
Kończąc butelkę przywołałam Antoniego i poprosiłam o kolejną porcję alkoholu.
- Wystarczy ci. - powiedział
- Burbon, kochanie. 
Kręcąc głową oddalił się ode mnie, ale podał to czego zażądałam. Wypijając na raz zawartość szklanki odstawiłam ją powoli spowrotem. 
- Może drinka? - usłyszałam
- Och.. to ty. - odpowiedziałam odwracając wzrok od nowego towarzysza. 
Oby tak dalej, Caroline. 
- Więc Klaus, powiedz mi.
- Co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Czemu zawsze cła wina spada na mnie?
- Uważasz, że nie słusznie, Caroline?
- Nie zrobiłam nic złego.. to znaczy nie teraz, ale wiesz jak to jest. - zaczęłam bełkotać. 
- W co się wpakowałaś?
- Dlaczego uważasz, że w coś się wpakowałam?
- Inaczej nie siedziałabyś tutaj i opróżniała samotnie butelki alkoholu.
- Ty tak robisz to znaczy że też coś nabroiłeś?
Zaśmiał się z mojego pytania, a ja nagle wstałam podtrzymując się lady. Szukając po spodniach pieniędzy wyciągnęłam na ladę stu dolarowy banknot i zostawiając go wyciągnęłam kluczyki a po chwili ruszyłam w stronę wyjścia z Grilla. Niejednokrotnie potykając się po drodze w wreszcie dotarłam do wyjścia i odnalazłam swój samochód. Chcąc włożyć je właśnie do zamka niespodziewanie mi upadły.
- Kurwa. - warknęłam i schyliłam się by je znaleźć, ale nigdzie ich nie było. 
- Tego szukasz? 
Podniosłam wzrok i znów go ujrzałam.
- Śmiem twierdzić, że mnie prześladujesz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz