piątek, 24 stycznia 2014

rozdział 15 ♥

Po wypowiedzianych słowach nie byłam w stanie zrobić niczego prócz siedzenia i tępego wpatrywania się w zimne ściany salonu. Mój umysł dręczony dziesiątkami pytań pragnął jedynie poznania na nie odpowiedzi i uporządkowania ich w odpowiednie szufladki, gdzie będą gniły przez resztę mojego ludzkiego życia.
Damon chwilę po wytłumaczeniu mi całej sytuacji wyszedł niespodziewanie do swojego salonu nie pokazując się do chwili obecnej. 
Zamykając oczy zmuszałam się w pewien sposób do powrotu w teraźniejszość, teraźniejsze problemy. Kiedy usilnie próbowałam powstrzymać wydobywające się łzy do pomieszczenia wszedł Damon niosąc pożółkłą kopertę. 
- Prosiła... prosiła bym ci to dał. 
Wyciągnął przede siebie rękę z kopertą, a ja spojrzałam na niego nieufnie. Po chwili wahania odebrałam od niego podarunek i tępo wpatrywałam się w jego opakowanie. Powoli oderwałam papier ukazując wnętrze sięgnęłam ręką po złożoną kartkę powoli ją wyjmując. 
Damon chcąc udzielić m odrobinę prywatności podszedł do siedzących chłopaków i zaczął
- Więc, co chcecie wiedzieć?
- Co chcemy wiedzieć?! Co to w ogóle było?
- Może i nie wyglądało to zbyt normalnie, ale...
- Zbyt normalnie? Czy ty się człowieku słyszysz?
Liam dawał upust swoim emocjom i uważałam, że robi słusznie, ale wiedziałam też, że nic nie uda mu się dowiedzieć. Mystic Falls jest zbyt niebezpieczne dla zwykłych śmiertelników już od wieków.
- Caroline! 
Oderwałam wzrok od papieru i przeniosłam go na nowo przybyłego gościa. Zdyszany chłopak oparł rękę o ścianę wypatrując mojej osoby. Zauważając jego podartą koszulkę zmarszczyłam brwi. 
- Co się dzieje, Stiles?
- Lydia. Lydia zniknęła. - wysapał
Szybko wstałam i podeszłam do Stilinskiego dostrzegając dezorientacje i strach w jego oczach.
- Co się stało?
Milczał jak zaklęty prawdopodobnie uświadamiając sobie co właśnie się wydarzyło. 
- Stiles. - zaczęłam spokojnie - Musisz powiedzieć co się stało. Inaczej jej nie znajdziemy.
- Zniknęła. Była w szpitalu i zniknęła. Tak po prostu. 
- Może gdzieś wyszła. - zasugerowałam
- Krzyczała. Krzyczała z przerażenia. 
Spojrzałam na Damona, a on kiwnął pośpiesznie głową dając mi nieme pozwolenie.


Kiedy kończyłam zakładać zarazem mocne i lekkie obuwie idealne do biegania w każdym środowisku do drzwi ktoś zapukał. Udzielając cichego pozwolenia drzwi szybko się uchyliły i ujrzałam czarne włosy chłopaka. Zayn.
- Damon mówi, że nie masz czasu. - powiedział zdezorientowany
Nie wiedział o co chodzi, ale ja niestety wiedziałam, aż za dużo. 
Wymijając go zbiegłam po schodach i znowu skierowałam się do salonu. Czułam, że mulat podąża za mną zaintrygowany całą sytuacją.
- Wszystko gotowe. Dzwoniłem do Tylera, spotkacie się w szpitalu. Zaczniesz stamtąd. Postaraj się ustalić skąd wyszła i w jakim kierunku się udała. 
Stanęłam w wyznaczonym przed brata miejscu tak by jednocześnie móc obserwować przerażonego chłopaka. 
- Stiles. - powiedziałam do niego cicho - Znajdziemy ją.
- Wiem. 
Może chciał przekonać samego siebie o słuszności swojego zdania, ale jego oczy były w tym momencie sprzecznością. 
- To dobrze - rzekłam - bo ty zawsze masz rację. 
Uśmiechnęłam się do niego smutno i przeniosłam wzrok na starszego Salvatora w celu ocenienia postępu jego pracy. 
- Gotowe. - powiedział kilka sekund później wręczając mi kuszę. - Uważaj na siebie.
- Przechowaj go, dopóki nie wrócę. 
- A co z nimi? - zapytał patrząc otwarcie na pozostałych chłopaków. 
- Zrób to co umiesz najlepiej. 
- Mam ich zabić?
- Nie, idioto. Zauroczyć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz