- Co udało ci się ustalić? - zapytał gdy pomagałam mu spakować walizki do bagażnika
- W sprawie zniknięcia krwi?
- Tak, Caroline. - powiedział poirytowany
- Wiem, że ci chłopcy z Europy byli w niej tego dnia. Stefana nie było cały dzień w domu. Rozmawiałam z nim chwilę gdy wróciłam do domu.
- O której?
- Nie pamiętam, może trzecia lub czwarta nad ranem.
- A gdzie byli pozostali przez większość dnia?
- Gdy kazałeś sprawdzić mi piwnicę, zapasów już nie było. Tak jak nie było Stefana, Liama, Nialla, Zayna i Louisa. W domu był tylko jeden. Harry. Powiedział mi, że reszta pojechała do grilla.
- Byli tam?
- Tak, sprawdziłam to.
Rzucając mu kluczyki przez auto wsiedliśmy do środka i odjechaliśmy z piskiem opon. Zapięłam pasy i zaczęłam patrzeć na mijające nas z naprzeciwka samochody.
- Myślisz, że to on? - zapytałam po dziesięciu minutach ciczy
- Kto? Harry?
- Nie, Stefan.
- Daj spokój. To nie mógł być on.
- Dlaczego nie? Cały dzień nikt go nie widział. Od trzech dni chodzi jak nabuzowany.
- To nie powód by go oskarżać o takie rzeczy. Wiesz co było w latach '20 i wiesz też, że więcej nie powtórzy tego błędu.
- Wrócenie do bycia rozpruwaczem nie ogranicza się do nienauczenia się na klasówkę z angielskiego! - powiedziałam zła podniesionym głosem.
- Caroline! - warknął na mnie ostrzegawczo
Fuknęłam głośno i zakładając ręce na piersi usiadłam ciężko w fotelu.
Po kilku następnych minutach napiętej ciszy spojrzał na mnie i zjechał na pobliski parking.
- Wysiadaj. - rzucił do mnie
Niechętnie odpięłam pasy i otwierając ciężkie drzwi wysiadłam z samochodu.
- Co?!
- Ustalmy sobie parę rzeczy. - powiedział
- Ustalmy sobie parę rzeczy?! Chyba oszalałeś. To, że Stefan...
- Oskarżasz go o coś czego nie zrobił.
- Skąd możesz wiedzieć, że tego nie zrobił?! Nie było cię przez cały ten czas.
- Uspokój się! Ok, załóżmy że masz rację, co wtedy?
- Odzwyczaimy go.
- A co jeżeli się myślisz?
- Wtedy...
- Dla twojego przypomnienia -przerwał mi- po raz kolejny.
Kiedy nic nie powiedziałam, Damon znów zabrał głos
- Ok, wiem że się niezbyt lubimy, ale do cholery mieszkamy pod jednym dachem i nie możesz oskarżać wszystkich o wszystko.
- Londyn tak bardzo cię zmienił?
- To nie czas na żarty. Chcesz mi jeszcze o czymś powiedzieć póki jesteśmy sami?
- Mam w szkole nowego nauczyciela i chyba wie o naszej rodzinie.
- Zaciekawiłaś mnie. - przyznał
Opowiedziałam mu o reakcji nauczyciela na moje nazwisko, jak zaczął o wszystko pytać.
- Zajmę się nic. - obiecał
- Świetnie, a teraz jedźmy do domu. - odwróciłam się i ruszyłam w stronę samochodu kiedy jego głos znów mnie zatrzymał
- Zaczekaj. Jest coś jeszcze o czym muszę wiedzieć?
- Nie - powiedziałam nawet się nie odwracając.
Mijając ostatni zakręt Damon zaparkował przed domem. Wyłączył silnik i spojrzał na mnie.
- No co? - zapytał
- Ktoś podbiera pieniądze. - spojrzałam znacząco na niego
- Na mnie nie patrz. Wiesz, że korzystam ze swojego konta.
- Tak, ale..
- Dramatyzujesz.
Zostawiając mnie w samochodzie ruszył na tył samochodu i uprzednio zabierając torbę wszedł do domu nawet się za mną nie oglądając.
- Nie. - powiedziałam w pustkę - To coś innego.
Zaglądając w każdy kąt pensjonatu szukałam Stefana. Zdesperowana zajrzałam nawet do schowka gdzie nikt nie zaglądał od wielu tygodni.
- Znów go mnie ma, może ... - zaczęłam wchodząc do salonu
Umilkłam w chwili, gdy dostrzegłam jednego członka za dużo.
- ... miałam racje. - dokończyłam ciszej
Damon stał kilka metrów ode mnie z skrzyżowanymi na piersi rękami. Powiedzenie, że był wściekł mogło być wielkim niedopowiedzeniem w tym momencie. Wzrok utkwiony miał w naszym gościu i wiedziałam, że kroi się coś niedobrego.
- Mamy gościa. - poinformował mnie Damon
Kiedy chciałam rzucić kąśliwą uwagę w jego stronę moja uwaga od niego została odciągnięta.
- W zasadzie to... Caroline, wyjaśnił bratu dlatego tu jestem.
Podrapałam się po brwi i spojrzałam wściekła na Klausa.
- Uummm, to on dostarczył zapasy. - wytłumaczyłam ogólnie
- TY... CO?! - wrzasnął
Kątem oka zobaczyłam jak blondyn wzdryga się na jego głos.
- Czy ciebie do końca...
- Chcesz chcesz Klaus? - zapytałam się go zła
- Zapłaty. - rzucił krótko
- Precyzja nie jest chyba twoim drugim imieniem.
- Wiesz czego chce, Caroline.
- Mów czego chcesz, albo się wynoś! - syknęłam
Odłożył z hukiem szklankę z niedopitym burbonem i podszedł do mnie bardzo blisko. Ogarnął mi włosy z policzka i szyi, a ja przerażona wstrzymałam oddech.
- Chce w zamian twojego miejsca w radzie. - szepnął prosto do mojego ucha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz