Od zaginięcia rudowłosej dziewczyny minęły dwie pełne doby. Wygnana przez Damona udałam się do szkoły zabierając ze sobą Stilesa. Wsiadając do samochodu niemal od razu dostrzegałam wielkie sińce pod oczami chłopaka.
- Też nie spałeś. - rzuciłam
- Nie mogłem.
Nie mając ochotę na jakąkolwiek rozmowę ruszyliśmy znaną nam drogą.
Siedząc zza chłopakiem w sali lekcyjnej cały czas monitorowałam jego stan. Z naszej dwójki to zawsze on najbardziej przeżywałam długie rozłąki z Lydią, nie wiedziałam jak może się to dla niego skończyć podczas jej zaginięcia.
- Stiles Stilinski i Caroline Salvatore proszeni do gabinetu pedagoga.
Z głośników wydobył się komunikat, oczy wszystkich uczniów w klasie skierował się wprost na naszą dwójkę. Stiles ignorując ich wstał i podając mi rękę bez słowa wyszliśmy z klasy. Pokonując kolejne zakręty coraz bardziej zastanawiałam się po co zostaliśmy wezwani.
- Może ją znaleźli. - powiedział na niezadane pytanie
Wchodząc do kolorowego pokoju szkolnego psychologa usiadałam wraz z Stilesem na wyznaczonym dla nas miejscu.
Psycholog wpatrywał się w nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Znaleźli ją? - zapytałam
- Nie. - powiedziała szybko
- Więc po co tutaj jesteśmy?
- Potrzebujecie porozmawiać o Lydii?
- Potrzebujemy ją znaleźć! A to jest nie możliwe gdy więzicie nas w szkole! - podniósł głos chłopak.
Ścisnęłam jego rękę za co otrzymałam wściekłe spojrzenie.
- Proszę. - szepnęłam
Spojrzał na mnie odrobinę łagodniej i nie puszczając mojej ręki przeniósł wzrok na okno.
- Do rzeczy. - poprosiłam
- Chcę żebyście oprowadzili razem i pomogli się zaaklimatyzować nowym uczniom.
- Mówi pani o... - zaczęłam kompletnie zbita z tropu
- O piątce Brytyjczyków, z którymi mieszkasz.
- Nie mam mowy. - skitowł Stiles
- Dlaczego? - zapytała
- Bo musi znaleźć naszą przyjaciółkę.
- Policja zajmuje się jej poszukiwaniem.
- Na chwilę obecną bez widocznych efektów. - dodałam
Przypięta do muru nie wiedziała co powiedzieć.
- Po prostu... niech zajmie się tym kimś inny.
- To polecenie dyrektora.
- Dyrektora? - zapytałam zdziwonia
- Jeśli nie zajmiecie się nimi będę skłonna do zatrzymania was po szkole i zorganizowaniu terapii grupowej.
Chłopak zaśmiał się z jej słów wyraźnie rozbawiony.
- Terapia grupowa - zaśmiał się
Ja w porównaniu do niego nie widziałam w tym nic zabawnego.
- Tego jest za dużo.. oprowadzenie ich, znalezienie miejsca w stołówce, zorganizowaniu planu lekcji, przecież oni nawet nie są zapisani na odpowiednie zajęcia, chodzą gdzie im wygodnie. - powiedziałam
- Właśnie dlatego się nimi zajmiecie.
- Nie. - odezwał się stanowczo Stiles
Kobieta bez słowa wyciągnęła gruby notes i otworzyła na przyszłym tygodniu.
- W środę po lekcjach panu odpowiada? - zapytała
Ze zdziwienia otworzył usta na to co zrobiła kobieta. Patrzył na nią zaskoczony jej dyscypliną.
- Dobrze.. zajmiemy się nimi. - podsumowałam wstając.
Ciągnąc za sobą Stilesa wypchnęłam go przed drzwi na szkolny korytarz. Zamykając drzwi zatrzymały mnie słowa kobiety.
- Mimo wszystko, Caroline. Przydałaby się wam szczera rozmowa.
- Nie potrzebujemy do tego osób trzecich, nie jesteśmy dziećmi.
Zatrzaskując drzwi w końcu uwolniłam się od wpływów pani psyhcolog.
- Coś ty narobiła? - naskoczył na mnie
- Powiedziała, że mamy się nimi zająć... nie powiedziała kiedy.
Dwie godziny lekcyjne później stwierdziliśmy, że zajmiemy się naszymi podopiecznymi jak najprędzej. Poszliśmy więc do gabinetu dyrektora i po małej dyskusji wypisał całej siódemce na resztę dnia. Kierując się do sali gdzie chłopcy mieli lekcje zaczepiłam Stilesa.
- No co?
Widząc jego minę nie mogłam nie zapytać. Od dwóch godzin był wściekły na wszystko.
- Nie lubię ich.
- Dlaczego?
- Ponieważ... - zaczął patrząc na mnie oczywistym wzrokiem, ja posłałam mu tylko pytające spojrzenie - Przyjechali z Europy i myślą, że każdy wokół nich będzie skakał. Mają miliony fanek, które są zakochane w nich po uszy, czego szukają w naszym mieście?
- Jesteś zazdrosny. - podsumowałam
Docierając pod odpowiednią salę zerknęłam przez okienko w drzwiach.
- Nie jestem zazdrosny. Poza tym ktoś już kocha. - wzruszył ramionami opierając się plecami o ścianę.
- Oh naprawdę?
- Sama mówiłaś, że mnie kochasz.
- Miałam wtedy 11 lat.
- Też ci coś. - parsknął
Spojrzałam ponownie na nauczyciela historii, którego zdążyłam znienawidzić nawet po nie odbyciu z nim lekcji.
- Musisz tam wejść.
Odsunęłam się od drzwi stając przed chłopakiem i podając mu białą kartkę. Spojrzał na mnie zaskoczony po czym nie biorąc ode mnie podarunku wyminął mnie i sam zajrzał przez okienko.
- Nie ma mowy. Planowo miałem z nim już trzy historie i nie pojawiłem się, ani razu. Jak myślisz co może mi zrobić?
- Idziesz tam.
- Nie.
- Stiles.
- Nie, Caroline.
Uśmiechnął się szybko i otwierając drzwi jedną ręką wepchnął mnie do środka drugą zamykając za mną drzwi. Długo nie musiałam czekać na pochwalę nauczyciela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz