Caroline's POV
Wychodząc z pomieszczenia miałam świadomość, że zostałam wrobiona przez starszego Salvatore'a i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie dam mu się podejść w ten sposób. Wychodząc z piwnic skierowałam się prosto do swojego pokoju gdzie wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w czarne rurki i zwiewną niebieską bluzkę na grubych ramiączkach. Wracając do salonu wzięłam swojego białego laptopa i weszłam na konta bankowe w celu zorganizowaniu kolejnego miesiąca życia w pensjonacie. Patrząc na rachunki do zapłacenia wcale nie dziwiłam się kosmicznymi liczbami jakie zobaczyłam na ekranie komputera. Wzdychając głośno wykonałam odpowiednie by za nie zapłacić. Patrzyłam jak pieniędzy na koncie upływa i zaczęłam się zastanawiać czy bez dodatkowych przelewów starczy na wyżywienie pozostałych domowników. 900 dolarów - taka kwota ukazała się na sam koniec. Stefan pomimo tego, że nie musiał jeść ludzkiego jedzenia musiał zachowywać pozorny wśród pozostałych, to takie męczące. Z budżetu mogłam wyliczyć Damona, który obecnie wyjechał do Europy, ale na jak długo? Za ile wróci? Zaczęłam zastanawiać się czy jego też uwzględnić, lecz po kilku minutach postanowiłam, że tego nie zrobię. Wyciągając z torby notes i ołówek zaczęłam wszystko kalkulować.
- Niewiele ponad 120 dolarów na osobę. - powiedziałam sama do siebie.
120 dolarów na cały miesiąc, co daje 4 dolary na dzień.
- Za mało. - dodałam
Kręcąc głową weszłam na swoje konto i sprawdziłam stan swojego konta. Na szczęście on się nie zmienił, ponadto niedługo powinnam dostać pieniądze z ostatniej sesji we Francji, na którą ciężko pracowałam. Kiedy chciałam właśnie przelać trochę pieniędzy na wspólne konto ktoś zadzwonił do drzwi.
- Ja otworzę. - usłyszałam
Spojrzałam na wejście do salonu i spostrzegłam, że w kierunki drzwi idzie właśnie Harry. Wylogowując się z konta bankowego odłożyłam laptopa obok siebie i wstałam ze swojego miejsca kierując się za chłopakiem. Będąc za rogiem, byłam już w stanie usłyszeć fragment ich rozmowy.
- Ale dlaczego jej szukacie? - zapytał loczek
- Musimy z nią porozmawiać, proszę pana.
- Nic nie zrobiła. - zaczął mnie bronić Harry nie świadomy po co przyszli.
Podchodząc do nich dałam znak chłopakowi, że sobie poradzę. Odsunął się parę kroków w tył i oparł o ścianę informując mnie, że nigdzie się nie wybiera.
- Pani szeryf - przywitałam się
- Caroline. - odpowiedziała - Wiesz po co przyszliśmy?
- Tak, brat zdążył mnie poinformować, ale myślę iż dzisiaj nie będzie to możliwe.
- Damon powiedział, że...
- Damon mówi wiele rzeczy, pani szeryf. - przerwałam jej - Wystąpiły pewne nieprawidłowości, jutro w południe dostarczę dostawę osobiście.
- Rozumiem i poinformuj mnie, gdyby zaszły kolejne nieprawidłowości.
- Dziękuję za wyrozumiałość.
Pożegnałam się z nią i czworgiem innych policjantów po czym zamknęłam masywne drzwi. Czekając chwilę pod drzwiami odczekałam aż odejdą i wyciągnęłam telefon wybierając ostatnio używany numer. Oczekując na odebranie połączenia podeszłam do okna i obserwowałam jak wsiadają w dwie terenówki i po chwili jedna za drugą odjeżdżają.
- Znów mi przeszkadzasz, naucz się skarbie, że gdy dzwonisz to...
- Zniknęło, wszystko zniknęło. - przerwałam mu
- Co?! - wydarł się
- Nie ma ani torebki, nic.
- Dlaczego dzwonisz dopiero teraz?! Wysłałem ci smsa cztery godziny teraz! Cztery godziny zajęło ci liczenie tego?!
- Myślałam, że mnie wkręcasz. Sprawdziłam to, ale lodówka była pusta. - powiedziałam cicho by chłopak nadal opierający się o ścianę nic nie usłyszał - Odpuściłam, dopiero później przyszła szeryf i chciała wszystko zabrać. - wytłumaczyłam
- Niech cię cholera Caroline!
- Gdzie to jest w takim razie?
- Mnie się pytasz? Zapytaj się tych młodzików, z którymi mieszkami może oni węszyli po piwnicy.
- Co teraz? - zapytałam cicho
- Zadzwoń do Klausa, spotkaj się z nim i powiedz czego chcesz. Musisz to zdobyć, wymyśl coś, do cholery. Zawaliłaś na całej linii.
- Więc to teraz moja wina?! Myślisz, że to ja wzięłam?! - mówiłam głośno i wściekle.
- Nie mam pojęcia kto to wziął, po prostu zdobądź to zanim szeryf wyda nas radzie.
Kiedy próbowałam przemówić mu do rozumu i zadać kolejne ważne pytanie on perfidnie się rozłączył. Wściekła ścisnęłam telefon w ręce i cisnęłam do tylnej kieszeni swoich spodni. Gdzie do cholery jest Stefan kiedy najbardziej jest mi potrzebny?!
- Co się dzieje? - zapytał chłopak ostrożnie
- Gdzie reszta?
- Pojechali do Grilla godzinę temu.
Słysząc to od razu wzięłam swoje kluczyki i ruszyłam w stronę frontowych drzwi zakładając po drodze ulubione szpilki.
- Dokąd idziesz?
- Do Grilla. - odpowiedziałam
- Jadę z tobą. - powiedział zabierając portfel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz