Rozglądając się po wnętrzu jego ogromnego domu prawdopodobnie zaczęłam rozumieć w jakie bagno się wpakowałam. Nie przerażało mnie to, że zaraz mogę zostać zabita, ale to co chcę mu powiedzieć. Bałam się jego reakcji, bardziej niż czegokolwiek.
- Woda. - zakomunikował podając mi szklankę przejrzystego płynu
- Dzięki. - szepnęłam zachrypniętym głosem
Biorąc łyk powróciłam do przyglądania się obrazą wiszącym na ścianach. Byłam dobra na plastyce, lepsza niż przeciętni, ale nigdy nie widziałam w podręczniku żadnego z nich. Wiedziałam, że Klaus jest kolekcjonerem i nigdy nie robił niczego bezinteresownie.
- Jak długo zostaniesz w Mystic Falls?
- Dłużej niż byś chciała.
Kolejny minus - nie lubił mnie.
- Dobra słuchaj... Potrzebuje pomocy.
- A co grozi ci więzienie? - zapytał siadając w fotelu
- Gorzej. - powiedziałam bardziej di siebie niż do niego.
- Czego konkretnie Ci potrzeba?
- Krwi.
Spojrzał na mnie po czym wybuchnął śmiechem.
- Naprawdę za dużo wypiłaś, dziecko.
- Ratuję tyłek moim braciom, nie możesz być tak wspaniałomyślny i raz pomóc kobiecie? - zapytałam
- Wierz mi, w swoim życiu pomogłem wielu kobietom i żadna z nich nie okazała mi wdzięczności.
- Może nie zasłużyłeś na okazanie wdzięczności. Ludzie nie są psami, którzy będą okazywać ci lojalność do końca swoich dni.
- Powinnaś już iść. - powiedział wstając
- Klaus, proszę... - spróbowałam innej taktyki
- Do widzenia, Caroline. - przerwał mi twardo.
Zamykając za sobą drzwi w domu skierowałam się do salonu. Napotykając wzorkiem zegar ścienny, który wskazywał 3 w nocy cicho fuknęłam. Byłam na siebie wściekła. Wściekła za to, że nie udało mi się namówić Klausa i za to, że tak cholernie się upiłam.
- On mnie zabije. - powiedziałam do siebie ciężko siadając w salonie
- Kto cię zabije?
Odwróciłam gwałtownie głowę. Stefan.
- Przestraszyłeś mnie. - uśmiechnęłam się, ale on tego nie odwzajemnił.
- Coś cię trapi? - zapytał patrząc na mnie nieufnie
- Tak, nowy nauczyciel mnie trapi, Stefan.
- Jesteś pijana.
- Nie, oczywiście, że nie jestem pijana.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał
- Pójdę spać. Jestem cholernie zmęczona, a jutro czeka nas bardzo ciężki dzień, braciszku.
Poklepałam go po ramieniu i udałam się na górę do swojego pokoju.
Budząc się następnego ranka zaczęłam szukać swojego telefonu.
- Gdzie jesteś do cholery? - zapytałam wściekła na małe urządzenie
Po chwilo szukanie usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Wyjmując go z prawej kieszeni skórzanej kurtki otworzyłam nadesłaną wiadomość.
- Gdyby jeszcze było za co.
Spoglądając na godzinę upewniłam się tylko w przekonaniu, że pozostało mi nie całe 60 minut życia. Będę skończona tak jak i moja rodzina.
Biorąc głęboki oddech spojrzałam na siebie w lustrze i zbierając ubrania z zeszłego wieczoru udałam się do łazienki. Wrzucając brudne ubrania do szybu zdjęłam pozostałe ubrania i weszłam pod prysznic.
Ubrana w wysokie szpilki, białe spodnie i czarną bluzkę na grubych ramiączkach zeszłam na dół. Fakt wyglądałam poważnie jak na swój wiek, ale otwierając lodówkę zastanawiałam się co powiedzieć szeryfowi. Coś w stylu 'Ktoś zwinął krew, tak mi przykro' będzie odpowiednie. Biorąc karton mleka zamknęłam lodówkę i wypiłam połowę jego zawartości. Zabierając już tylko kluczyki do samochodu Damona wyszłam do garażu szykując się na rzeźnię.
- Caroline. Miło, że jesteś.
Otwierając drzwi nie spodziewałam się takie entuzjastycznego przywitania.
- Pani szeryf. - skinęłam głową w jej stronę - Musimy porozmawiać.
- Naturalnie, siadaj moje drogie dziecko.
Spojrzałam na nią ukrywając zdziwienie, ale w środku jedna myśl goniła za drugą. Co do cholery się wydarzyło?
- To bardzo miłe z twojej i pana Klausa strony, że postanowiliście wesprzeć tutejszy szpital krwią. Wszyscy wiemy jaki sekret skrywacie, ale nie ukrywam również, że jesteście nam bardzo potrzebni.
- O czym pani mówi? - zapytałam
- Och... nie wiesz? Może pan Klaus chciał zrobić ci niespodziankę. - zaczęła - Twój towarzysz dostarczył dzisiejszego ranka 100 litrów krwi - szepnęła
- 100 litrów?
- Tak, znak dobroczynności z twojej strony i z jego strony. Przyniósł dwa razy tyle ile oczekiwaliśmy. To.. - szukała odpowiedniego słowa - zaskakujące.
- Tak - zgodziłam się z nią - to zaskakujące, nawet bardzo.
- Już dzwoniłam do twojego brata dziękując mu za cel od niego.
- To miłe. Przepraszam, ale czy mamy jeszcze coś do omówienia?
- Nie, Caroline.
Wstała, a ja razem z nią wymieniłyśmy się uściskami rąk. Na odchodne przypomniała mi tylko o najbliższym zebraniu rady, na które powinnam się stawić.
Siedząc w samochodzie wyciągnęłam telefon, ale tam znów czekała na mnie wiadomość. Tym razem od Damona.
Wyjeżdżając z wschodniej części parkingu policyjnego skierowałam się na północ główną drogą. Pierwszy raz w swoim życiu cieszyłam się na spotkanie z Damonem. Najwyższy czasy by on zajął się tym bagnem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz