Biegając szybko po okolicznych lasach wciąż zatrzymywałam się szukając odpowiednich tropów. Z Tyler u boku nie było dobrze, ale zawsze lepiej niż samemu. Kilka godzin wcześniej gdy udało mi się wyciągnąć z przyjaciela wystarczająco dużo do choćby zaczęcia poszukiwań odstawiłam go do pensjonatu, gdzie prawdopodobnie Damon rozmawiał z nim z miejscowym szeryfem. Przeczesując kolejne partie lasów polegałam w zupełności na swoim kompanie. Miał lepszy słuch i węch ode mnie co mogło uratować jej życie.
Ale najgorsze co mogło nas spotkać w tym momencie to czas, upływający czas.
- Masz coś? - zapytałam
On tylko przystanął i patrząc na mnie żółtymi ślepiami wskazał południowy kierunek.
Goniąc noc ruszyłam za nim. Zaledwie trzysta metrów dalej niespodziewanie się zatrzymał.
Rozglądał się spanikowany wokół siebie próbując złapać jej zapach.
- Zgubiłeś ją?
Nie odpowiadając na moje pytanie przemienił się w pełni w człowieka i spojrzał na mnie.
- Tojad. - powiedział wskazując palec na polane roślin
- To nigdy tutaj nie rosło. - powiedziałam
Zmęczona otworzyłam delikatnym pchnięciem drzwi wejściowe do domu i od razu skierowałam się do kuchni. Biorąc z lodówki butelkę wody usiadłam przy blacie i po raz pierwszy od wielu godzin pozwoliłam sobie na spokojny i głęboki oddech.
- Jak trzyma się Stiles? - zapytałam gdy w kącie dostrzegłam Damona
- Godzinę temu wróciliśmy z poszukiwań. Jest...
- Śpi?
Pokiwał twierdząco głową po czym dodał:
- W twoim pokoju. Ty też powinnaś odpocząć.
- Nie, potrzebuje tylko zimnego prysznicu i wracam jej szukać.
- Caroline.. - zaczął spokojnie
- To moja przyjaciółka, ma prawo potrzebować mojej pomocy.
- Rozumiem. - poddał się
Wstałam w celu pójścia do mojego pokoju kiedy zatrzymałam się i odwróciłam do brata.
- W zasadzie jesteś lepszy w byciu złym gościem, ale lubię gdy się mną opiekujesz.
Nie czekając na jego reakcję uciekłam szybko na górę.
Stiles spał monotonnie w moim łóżku kompletnie nie przypominając tego wstrząśniętego chłopaka sprzed kilkunastu godzin, gdy przybiegł prosić mnie o pomoc. Uspokojona jego miarowym oddechem skierowałam się do łazienki z chodź trochę lżejszym sercem.
Przeczesując dłonią wilgotne jeszcze włosy pochyliłam się nad rozłożoną przede mną mapą. Odbierając od chłopaka czerwony marker otworzyłam go biorąc skuwkę w zęby.
- Sprawdziliśmy ten obszar. - poinformował Damon zaznaczając drugim markerem duży obszar w północno-zachodniej części mapy. - Policja sprawdza teren wokół jeziora. - zaznaczył kolejny obszar
- Ja i Tyler przeszukaliśmy południową część ziem. - zaznaczyłam na papierze obszar, na którym byliśmy.
- Nie zostało wiele do przeszukania. - podsumował - Po prostu sprawdzimy czy nie mam jej na pozostałych terytoriach.
- Wciąż zapominasz, że ona może się przemieszczać. A co jeżeli znajdzie się tam gdzie już jej szukaliśmy?
- Zawsze zakładasz najgorsze.
- Jestem realistką, tu może chodzić o jej życie, Damon.
- Nie jesteśmy w stanie zorganizować kilku tysięcy ludzi do jej poszukiwań.
- Masz rację. - powiedziałam zrezygnowana wpatrując się tępo w mapę.
Przed kolejnym wyjściem postanowiłam z Damonem, że zorganizujemy tyle osób ile się tylko uda. Zaczynając od policjantów kończąc na dalszych znajomych ze szkoły. Po przydzieleniu każdemu z nich pary dostali mapkę z wyznaczonym dla nich terenem. Zostawiając wciąż śpiącego Stilesa ruszyliśmy do lasu.
Będąc w ciągłym kontakcie z każdym z poszukiwaczy byłam w stanie ocenić jak daleko jesteśmy w stanie zdziałać. Z każdą godziną obszar się zacieśniał, a po rudowłosej dziewczynie nie było ani śladu.
Dzwoniący telefon w prawej kieszeni sprawił, że musiałam się zatrzymać i go odebrać.
- Caroline. - usłyszałam na wstępie
- Pani szeryf?
- Przyjedź natychmiast nad jezioro od wschodniej strony, niedaleko mostu.
Nie pozwalając mi na jakąkolwiek reakcję natychmiast się rozłączyła. Nie musiałam nawet mówić Damonowi o co chodzi, wszystko słyszał.
Pognaliśmy do stojącego dwa kilometry dalej czarnego terenowego samochodu i czym prędze pojechaliśmy we wskazanym nam miejscu.
Policyjna taśma rozciągnięta wokół brzegu i grupka ludzi było pierwszym co ujrzałam zaraz po postawieniu stóp na plaży. Podchodząc bliżej policjantów rozpychałam się łokciami coraz bliżej i zbierając przy okazji naganne spojrzenia ludzi.
- Co tu się stało? - zapytałam stojącego przede mną policjanty
- Nie mogę udzielić wam żadnych informacji. Wracajcie do domu dzieciaki. - powiedział ostro
- Carol! - krzyknął po imieniu do pani szeryf Damon idący tuż za mną.
Odwróciła się nagle szukając jego źródła. Kiedy odnalazła zarówno Damona jak i mnie podeszła do nas przyspieszonym krokiem i podniosła policyjną taśmę.
Przechodząc pod taśmą dołączyła do nas i bez słowa pokierowała w stronę linii brzegowej. Dopiero po ominięciu potężnego samochodu dostrzegłam leżący nieopodal czarny worek.
A w głowie nagle zawirowało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz