Caroline POV's
- Gdzie Stefan? - zapytałam
Wchodząc do salonu po południowym treningu miałam rzeczywisty plan jak przeprowadzić rozmowę z Stefanem będąc jednocześnie na zwycięskiej pozycji.
- Chyba jeszcze nie wrócił ze szkoły. - odpowiedział blondyn na moje zadane pytanie
- Dziwne. - skitowałam
Pogrążona w myślach chciałam zadać kolejne pytanie blondynowi, ale uprzedił mnie dzwonek mojego telefonu.
- Caroline Salvatore - powiedziałam odbierając połączenie
- Damon Salvatore, ósmy cud świata. - odpowiedział sarkastycznie
- Bardzo zabawne.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia po kilku dniach kompletnej ciszy?
- Czego chcesz?
- Co się dzieje z moim bratem?
- Też właśnie próbuję się tego dowiedzieć.
- Nie ma go w pensjonacie?
- Nie, dopiero wróciłam z treningu. Da mi odpocząć - warknęłam
- Uhu.. ktoś tu ma zły humor.
- Streszczaj się. - ponagliłam
- Szeryf Forbes wpadnie do was dziś wieczorem.
- Po co?
- Zabierze zapasy krwi z piwnicy. - powiedział wyraźnie
- Co?! - zapytałam zdenerwowana patrząc na zaciekawionego Horana
- Nie będzie mnie jeszcze kilka dobrych dni, wiesz dobrze, ze lodówka w piwnicy ostatnio szaleje. Nie chcę, żeby przepadło 50 litrów świeżej krwi.
- Postanowiłeś być nagle tak wspaniałomyślny?
- Powinnaś brać ze mnie przykład.
- Nigdy.
Zdawało mi się, że dzięki wyjazdowi Damona do Europy poziom naszej nienawiści znacznie osłabł. A może Damon po raz kolejny grał faceta zbyt miłego by coś dla niego zrobić.
- Więc pomożesz mi czy mam dobijać się do Stefana?
- A jakiego rodzaju pomocy potrzebujesz?
- Wyślę ci sms-em ile jest krwi z każdej grupy, musisz to przeliczyć i osobiście wręczyć w ręce pani szeryf.
- Zawarłeś z nią jakąś kolejną, chorą umowę?
- Co? Nie.
- Jasne.
- Więc?
- Ok, czekam na sms-a.
Nie czekając na jego pożegnanie zerwałam połączenie i nalałam sobie wody mineralnej do szklanki stojącej na barku.
- Kto to był?
Spojrzałam na niego podejrzliwie lecz po chwili mój wzrok dokładnie go prześwietlał, chłopak widząc to delikatnie się zaczerwienił.
- Przepraszam, nie powinno mnie to interesować.
- Masz rację, nie powinno. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy
Patrząc jak spuszcza wzrok zabiera swoje podręczniki i powoli zmierza ku wyjściu. Boże.
- Przepraszam, nie powinnam być dla ciebie taka oschła. To był Damon. Zostań tu ze mną proszę. - zatrzymałam go
Niebieskooki blondyn spojrzał na mnie niepewnie, ale po chwili wrócił na swoje poprzednie miejsce i usiadł niedaleko mnie.
- Napijesz się czegoś? - zapytałam z grzeczności.
- Wody. - powiedział nadal onieśmielony
Nalałam mu 3/4 przezroczystego płynu i podałam popijając zawartość swojej.
- Jak podoba ci się w naszej szkole?
- Jest pozytywna - odpowiedział szczerze- Trochę inna niż w Irlandii.
To takie oczywiste, Niall.
Zaśmiałam się cicho z jego odpowiedzi. Wyciągając telefon po raz kolejny spojrzałam na godzinę. 16:36 - co z tobą Stefan?! Gdzie do cholery jesteś?!
- Gdzie byłaś gdy umierał twój wujek?
Spojrzałam na niego, zaskoczona jego nagłą otwartością.
- We Francji, spełniałam marzenia.
- Żałujesz?
- Nie, nigdy nie żałowałam swoich wyborów.
- Dlaczego jesteś taka silna?
- Wcale nie jestem silna, musisz mnie po prostu lepiej poznać.
Patrząc na reakcję współlokatora próbowała odczytać coś z jego oczu, jakieś emocje, cokolwiek. W jego towarzystwie poczuła się odarta z prywatności po raz pierwszy od... zawsze. Wibracje telefonu oznajmiające przyjście nowej wiadomości wyrwały mnie z zamyślenia.
- Przepraszam.
Wyciągając telefon odczytała wiadomość od Damona. Szczegółowe informacje tylko zniechęciły ją do pomocy przyszywanemu bratu i prawnemu opiekunowi, ale żadne z nich nigdy się tak nie traktowało.
Czytając wiadomość ponownie wzięła głęboki oddech i skierowałam się do wyjścia.
- Muszę coś załatwić, porozmawiamy przy kolacji.
Wychodząc z salonu skierowała się 100 metrów na lewo i dopiero wtedy skręciła w kolejny korytarz prowadzący do piwnicy. Schodząc po kamiennych i zimnych schodach wgłąb ziemi po raz pierwszy tego dnia zaczęła przeklinać swój strój. Zwiewna sukienka wystarczyła by zwykły nieśmiertelnik zmarł do szpiku kości, może właśnie dlatego Damon wykorzystywał piwnicę jako chłodnię do przechowywania zapasów krwi. Idąc wzdłuż okratowanych masywnych drzwi te mury zdradzały zbyt wiele dla człowieka, który nie pojęcia o drugim świecie w jakim żyjemy. Odsuwając zasuwę z głośnym brzękiem otworzyłam drzwi na całą szerokość i weszła do pomieszczenia zapalając po drodze ledową zarówkę. Po raz kolejny czytając wiadomość otworzyłam pokrywę zamrażalnika, która w krótkim czasie została przystosowana do potrzebnych warunków.
- Śmiechu warte, Damon. Nabrałeś mnie. - powiedziałam do siebie na głos.
Patrząc na zawartość zamrażalnika zaśmiałam się i zatrzasnęłam pokrywę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz