Mając zaledwie
11 lat zostałam pozbawiona rodziców, zginęli w wypadku samochodowym. Jedyną
osobą, która mogła się mną zaopiekować był wujek Zack. Brat mojego taty
przywitał mnie z otwartymi ramionami. Nie pozwolił mnie zabrać opiece
społecznej. Zastąpił mi ojca w 100 procentach. Pokochałam go jak nikogo innego.
Dziś mam 17
lat i zastanawiam się nad sensem swojego życia. W połowie czerwca Zach pozwolił
wyjechać mi do Europy na sesje zdjęciowe. Postanowiłam spróbować czegoś nowego.
Czy jestem modelką? Nie, to tylko zabawa. Oderwanie się od rzeczywistości. Czekała
mnie jeszcze jedna sesja niedaleko miejsca mojego zamieszkania. Do Mystic Falls
gdzie mieszkam postanowiłam wrócić dwa dni wcześniej. Prosto z lotniska
pojechałam do hotelu by odświeżyć się po podróży. Około 11 przyszła do mnie
Hanna. Dziewczyna przyniosła mi sukienkę. Otworzyłam pokrowiec i wytrzeszczyłam
oczy.
- Nie patrz
się tak. Będziesz wyglądać jak beza. – zaśmiała się
- Bardzo
zabawne. Gdzie robimy zdjęcia?
- Rob
powiedział, że idziemy w plener.
- Park?
- Nie tylko
– powiedziała z uśmiechem – Chodź pomogę ci się przebrać.
Godzinę
później stałam na polance w parku i pozowałam do zdjęć. Robiłam wszystko co
mówił Rob, fotograf.
- Obierz ten
telefon, bo zwariuje! – krzyknął gdy po raz kolejny ktoś usiłował się ze mną
skontaktować
- Słucham…-
powiedziałam do telefonu – Tak. Co? Od kiedy? Tak.
Spojrzałam
na prawo, gdzie stał Rob z Hanną. Stali odwróceni do mnie tyłem. Trzymając
telefon w ręku podwinęłam suknię i pobiegłam w stronę najbliższej ulicy gdzie
mogłam znaleźć taksówkę.
- Caroline!
Co ty robisz?! Wracaj! – usłyszałam za sobą krzyki Hanny
Złapałam
taksówkę i podałam kierowcy adres pod, który ma mnie zawieźć. Weszłam do dużego budynku. I skierowałam się
w stronę recepcji.
- Gdzie leży
Zack Salvatore? – zapytałam młodego mężczyzny
- Sala 250
na 4 piętrze. Spiesz się. – powiedział
Skierowałam
się w stronę windy. Nerwowo szukałam sali, w której leżał Zack. Rozglądałam się
na prawo i lewo, aż natrafiłam na właściwe drzwi. Otworzyłam je cicho i weszłam
do środka. Zack leżał z przymkniętymi powiekami, podłączony do mnóstwa
urządzeń. Na sam widok po policzku popłynęło mi kilka słonych łez. Usiadłam
przy jego łóżko i złapałam delikatnie za dłoń. Gdy poczuł mój dotyk, spojrzał
na mnie czule.
-
Caroline..- szepnął
- Hej Zack –
powiedziałam cicho – Jak się czujesz?
- Dobrze. –
odparł krótko i zamilkł na chwile po czym odpowiedział – Zawsze chciałem
zobaczyć cię w sukni ślubnej.- uśmiechnął się- Otwórz drugą szafkę od góry. –
wyszeptał
Zrobiłam co
mi kazał. Gdy otworzyłam szafkę zobaczyłam pełno listów i zapisanych kartek.
- Co to? –
zapytałam
- Nie mam
siły o wszystkim ci opowiadać – mówił słabo – Więc pielęgniarka pomagała
opisywać mi wszystko co działo się podczas twojej nieobecności. Testament
znajdziesz w mojej ulubionej książce w moim biurze. Ale zostało coś jeszcze… -
przerwał
Spojrzałam
na niego, rękę miał położoną na sercu. Odłożyłam papiery na bok i usiadłam
obok.
- … Twoi
rodzice nie zginęli w wypadku. – mówił coraz słabiej
- Zack…
- … Zostali
zamordowani… - wyszeptał i zamknął oczy. Umarł.
Zajebiste ♥♥:*
OdpowiedzUsuńŁał... Fajny xd Kiedy Kolejny? ;p
OdpowiedzUsuńDziś lub jutro :)
Usuńsuper. postaram się wpadać częściej. :)
OdpowiedzUsuń