Następnego
dnia wstałam wcześnie rano. O 9 rano ubrana w dres zeszłam do kuchni. Przy
stole zastałam chłopaka z lokami na głowie.
- Cześć. –
powiedziałam nie pewnie.
- Hej –
usłyszałam w odpowiedzi
Otworzyłam
lodówkę i wyjęłam z niej butelkę wody. Po czym wypiłam jej zawartość.
- Jestem
Harry. – przedstawił się
- Caroline.
Miło cię poznać.
- Dokąd się
wybierasz?
- Pobiegać…
przemyśleć parę rzeczy. Zaplanować plan zemsty… Dużo tego, nie na twoją głowę.
- Mogę
wybrać się z tobą?
- Co? –
zapytałam
- Pytałem
czy mogę z tobą pobiegać?
- Hymmm…
- Daj mi 5
minut. Tylko się przebiorę.
Nie czekając
na moją odpowiedź pobiegł do swojego pokoju. A ja udałam się do salonu gdzie
postanowiłam poczekać na Hazze. Położyłam się na jednej z kanap i pisałam sms-y
z moją przyjaciółką Eleną.
- Dzień
dobry, Caroline. – usłyszałam
- Co ty tu
robisz? – zapytałam nie patrząc na niego
Podszedł do
mnie i zapytał:
- A dlaczego miałoby mnie tu nie być?
- A dlaczego miałoby mnie tu nie być?
- Miałeś się
stąd wynieść – powiedziałam oschle
Damon
pochylił się i wyrwał mi telefon z ręki. Spojrzałam na niego wściekła.
-Wysłuchaj
mnie. – zażądał
- Mowy nie
ma.
Zabrałam
swój telefon siłą i wyszłam. Na szczęście z kuchni wychodził właśnie Harry.
- Idziemy?-
zapytał
- Tak.
Wyszliśmy na
zewnątrz i pobiegliśmy w stronę lasu. Przez pół godziny biegaliśmy bez celu
omijając drzewa. W pewnym momencie gwałtowanie skręciłam w prawo i zaczęłam
biec wydeptaną ścieżka. Spojrzałam za siebie by upewnić się, że nie zgubiłam
chłopaka. Biegł kilka metrów za mną. 5 Minut później byliśmy w jednym z moich
ulubionych miejsc. Nie wiem dlaczego przybiegłam tu z loczkiem, ale nagle
zapragnęłam tu przyjść. W to miejsce często zabierał mnie Zack. Odrywaliśmy się
od codzienności. Było to nasze wspólne miejsce gdzie opowiadaliśmy o swoich
marzeniach, on opowiadał mi o tajemnicach tego miasta. A co najważniejsze tutaj
mnie trenował… Kilka minut po mnie dobiegł Harry. Stanął obok mnie i położył
ręce na kolanach ciężko oddychając.
- Szybko
biegasz. – pochwalił mnie
- Lata
praktyki. – powiedziałam zapatrzona przed siebie
Znajdowaliśmy
się na wzniesieniu. Po prawo szumiał średniej wielkości wodospad. Za nim była
ukryta duża jaskinia do, której łatwo można było się dostać. Pod nami
znajdowało się duże jezioro.
- Umiesz
pływać? – zapytałam patrząc na niego
- Tak –
odpowiedział bez chwili wahania
- Więc
chodź… ochłodzisz się.
Stanęłam
przy krawędzi klifu. Odwróciłam się, rozłożyłam ręce i zamknęłam oczy.
Przypominając sobie mój pierwszy skok. Po czym odchyliłam się do tyłu i
poddałam się grawitacji.

świetny :**
OdpowiedzUsuń