niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 3. ♥






Następnego dnia wstałam wcześnie rano. O 9 rano ubrana w dres zeszłam do kuchni. Przy stole zastałam chłopaka z lokami na głowie.
- Cześć. – powiedziałam nie pewnie.
- Hej – usłyszałam w odpowiedzi
Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej butelkę wody. Po czym wypiłam jej zawartość.
- Jestem Harry. – przedstawił się
- Caroline. Miło cię poznać.
- Dokąd się wybierasz?
- Pobiegać… przemyśleć parę rzeczy. Zaplanować plan zemsty… Dużo tego, nie na twoją głowę.
- Mogę wybrać się z tobą?
- Co? – zapytałam
- Pytałem czy mogę z tobą pobiegać?
- Hymmm…
- Daj mi 5 minut. Tylko się przebiorę.
Nie czekając na moją odpowiedź pobiegł do swojego pokoju. A ja udałam się do salonu gdzie postanowiłam poczekać na Hazze. Położyłam się na jednej z kanap i pisałam sms-y z moją przyjaciółką Eleną.
- Dzień dobry, Caroline. – usłyszałam
- Co ty tu robisz? – zapytałam nie patrząc na niego
Podszedł do mnie i zapytał:
- A dlaczego miałoby mnie tu nie być?
- Miałeś się stąd wynieść – powiedziałam oschle
Damon pochylił się i wyrwał mi telefon z ręki. Spojrzałam na niego wściekła.
-Wysłuchaj mnie. – zażądał
- Mowy nie ma.
Zabrałam swój telefon siłą i wyszłam. Na szczęście z kuchni wychodził właśnie Harry.
- Idziemy?- zapytał
- Tak.
Wyszliśmy na zewnątrz i pobiegliśmy w stronę lasu. Przez pół godziny biegaliśmy bez celu omijając drzewa. W pewnym momencie gwałtowanie skręciłam w prawo i zaczęłam biec wydeptaną ścieżka. Spojrzałam za siebie by upewnić się, że nie zgubiłam chłopaka. Biegł kilka metrów za mną. 5 Minut później byliśmy w jednym z moich ulubionych miejsc. Nie wiem dlaczego przybiegłam tu z loczkiem, ale nagle zapragnęłam tu przyjść. W to miejsce często zabierał mnie Zack. Odrywaliśmy się od codzienności. Było to nasze wspólne miejsce gdzie opowiadaliśmy o swoich marzeniach, on opowiadał mi o tajemnicach tego miasta. A co najważniejsze tutaj mnie trenował… Kilka minut po mnie dobiegł Harry. Stanął obok mnie i położył ręce na kolanach ciężko oddychając.
- Szybko biegasz. – pochwalił mnie
- Lata praktyki. – powiedziałam zapatrzona przed siebie
Znajdowaliśmy się na wzniesieniu. Po prawo szumiał średniej wielkości wodospad. Za nim była ukryta duża jaskinia do, której łatwo można było się dostać. Pod nami znajdowało się duże jezioro.
- Umiesz pływać? – zapytałam patrząc na niego
- Tak – odpowiedział bez chwili wahania
- Więc chodź… ochłodzisz się.

Stanęłam przy krawędzi klifu. Odwróciłam się, rozłożyłam ręce i zamknęłam oczy. Przypominając sobie mój pierwszy skok. Po czym odchyliłam się do tyłu i poddałam się grawitacji. 

1 komentarz: