„ Zawsze bałem się powiedzieć ci prawdę o twoich rodzicach. Bałem się
twojej reakcji, ale teraz gdy leżę tutaj w szpitalu boję się, że nigdy nie
dowiesz się prawdy. Nigdy nie chciałem widzieć twoich słonych łez. Nie chciałem
byś kiedykolwiek po mojej śmierci nosiła żałobę. Te wszystkie treningi, którymi
niemal cię katowałem nie były na daremno. Wszyscy mówili, że to wypadek… Że
samochód twoich rodziców wpadł w poślizg. Rada zna całą prawdę i ukrywa ją
przed światłem dziennym. Do ciebie należy decyzja czy ich pomścisz.. do ciebie
należy decyzja o twoim dalszym życiu… „
Po orzeźwiającym prysznicu ubrałam się w szorty i luźną koszulkę.
Rozpuściłam włosy i właśnie się malowałam kiedy do drzwi mojej łazienki ktoś
zapukał. Nie odpowiedziałam. Udawałam, że mnie nie ma ale pukanie z minuty na
minutę coraz bardziej się nasilało.
- Odejdź Damon – krzyknęłam
- To nie Damon, wpuść mnie. – usłyszałam głos po drzwiami.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam się po czym wróciłam do lustra i znów
zaczęłam się malować.
- Porozmawiamy? – zapytał
- Ja… Chcę cię przeprosić, za wszystko. – urwał
- Dlaczego go nie uratowaliście? – zapytałam nadzwyczaj spokojnie
- Zack od wielu lat codziennie pił wywar z werbeny. Był nią
przesiąknięty do szpiku kości. Jeżeli podalibyśmy mu krew jego organizm by ją
zwalczył. Jego nie dało się uratować. – wyjaśnił mu
- Masz 162 lata. Nic się nie nauczyłeś przez te lata?! Jak mogłeś mi
nie powiedzieć?! Damon to dupek, ale ty?! – zaczęłam krzyczeć.
Biłam go pięściami z całej siły, ale on tylko złapał mnie mocno za
nadgarstki i przytulił. Nie puszczał dopóki się nie uspokoiłam, a potem
zaczęłam tylko płakać. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.
Posadził na łóżku i usiadł obok mnie przytulając czule.
- Nie chciałaś mnie słuchać…
- Moim rodzice… Oni…
- Nie zginęli w wypadku.
- Skąd wiesz? – zapytałam zaskoczona
- Byłem kilka razy w szpitalu. Zack prosił bym nad tobą czuwał. Damon
nie potrafiłby się Toba zaopiekować należycie więc powierzył to mi. Potem
zabronił mi przychodzić… Całe dnie siedział sam. Nie zgadzał się na żadne
odwiedziny. Próbowałem z nim porozmawiać, ale to było jak mówienie do ściany.
Wiedział, że umiera. Wolał żeby przed śmiercią go znienawidzić niż potem go
opłakiwać. Nie chciał, żebyś cierpiała. Ja też nie chcę byś cierpiała,
Caroline.
- Pomożesz mi? – zapytałam
- W czym?
- Chcę być w radzie.
- Caroline…
- Nie! Posłuchaj…
- Masz 17 lat! Nikt nie pozwoli ci decydować o losach miasta. –
przerwał mi
- A co jeżeli ty będziesz w tej radzie ze mną? – zapytałam
- Co ty chcesz zrobić?
- Wykluczyć Damona. Dość zrobił w tym mieście. Czas na nas.
Chłopak pokiwał przecząco głową jakby nie chciał uwierzyć w to co
słyszy. Nie chciał się w to wplątywać, wiedział że może to się skończ dla nich
obojgu niezbyt przyjemnie. Wiedziałam… uważał, że nie raz tego pożałuję, ale
chciałam. Byłam winna to Zackowi i moim rodzicom.
- To się nie uda. – powiedział
Poszłam do łazienki poprawić makijaż. Założyłam trampki i stanęłam
przed Stefanem.
- Trudno, poradzę sobie sama.
Wzięłam kurtkę i telefon po czym wyszłam z pokoju. Słyszałam jak
Stefan szedł za mną i krzyczał bym się zatrzymała, ale nie chciałam ułatwiać mu
sprawy. Poszłam do salonu gdzie szukałam kluczyków do mojego samochodu, ale ich
nie znalazłam. Damon… to on ostatni brał mojego kluczyki. Udałam się do salonu
gdzie wszyscy jedli obiad.
- Kluczyki. – powiedziałam sucho do Damona
Bez gadania podałam mi kluczyki, a kiedy zauważył że przyszedł za mną
Stefan od razu musiał się domyślić co się stało. Chciałam wyminąć Stefana, ale
stanął mi na drodze i nie chciał przepuścić.
- Caroline. – powiedział łapiąc mnie za nadgarstek
- Daj mi spokój do cholery! – krzyknęłam i się wyrwałam
Wyszłam z kuchni i kierowałam się w stronę wyjścia kiedy usłyszałam
słowa Damona.
- Brawo bracie! Prawie udało ci się okiełznać diabła.



Świetny, zajebisty i wgl... :**
OdpowiedzUsuńChce za to lizaczka i wiesz :P:**
świetny blog :) zapraszam do siebie liczę na miłe komentarze i zapraszam do zaobserwowania http://fashion-is-my-drug69.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń